lip 252022
 
Dzisiaj dowiemy się co pewien gatunek samotnej pszczoły ma wspólnego z Frankiem Begbie z “Trainspotting”, kto może bezkarnie wyssać kogoś innego, a także kto najszybciej schnie po solidniej, letniej ulewie.

Przez kilkanaście ostatnich dni panowały u nas afrykańskie upały. Jedni je kochają, inni nienawidzą. Ja wciąż mam do nich stosunek bardzo pozytywny, pod jednym wszakże warunkiem – że mam się jak umyć. W tym roku firma zarządzająca łódzkimi elektrociepłowniami postanowiła sprawić nam miłą niespodziankę i zaczęła wymianę głównej magistrali na naszym osiedlu. Pięknie! Akurat w czasie największych upałów i w czasie mojego urlopu. Dzięki tej błyskotliwej decyzji upał stał się “nieco” bardziej dokuczliwy.

W końcu jednak nadszedł dzień, kiedy fronty zakotłowały się i przez Polskę przeciągnęła fala burz i opadów. W sobotę w Łodzi również się ochłodziło, zachmurzyło, a potem lunęło. I to tak porządnie i długo. Nie mogłem zmarnować takiej okazji. Zapakowałem parasol i aparat, a potem wyruszyłem w stronę Ogrodu Botanicznego. Kiedy do niego docierałem, przestało padać, ale niebo było nadal zachmurzone.

Nie ma przyjemniejszego widoku, niż świat po ulewie przechodzącej po kilku dniach upałów. Roślinność odżyła, rozkwitła i zazieleniła się intensywnie. Nagrzana ziemia parowała i pachniała. Ptaki radośnie zagadywały do siebie. Każdy cieszył się chwilowym ochłodzeniem i nadmiarem wody. No, może nie każdy. Najbardziej niezadowolone były w tym momencie owady.

Doszedłem do mojego ulubionego działu z roślinami leczniczymi i zacząłem przeglądać rośliny w poszukiwaniu bezkręgowców. Siedziały wszędzie – przemoczone, złe, wychłodzone i nieruchawe. Zupełnie, jakby ktoś im wyciągnął bateryjki. W połączeniu z rozproszonym światłem zza chmur stwarzało to wymarzone warunki do fotografowania. Szczególnie, że byłem zupełnie sam w całym Ogrodzie. Ludzie siedzieli w domach i kalkulowali, czy będzie jeszcze padać czy nie. Chwilowo nie ryzykowali, dzięki czemu cały Ogród był mój.

Tarczówkowate Tarczówkowate Osmyk żółtowargi

Swoją fotograficzną podróż zacząłem od kępy mikołajków. Jak zwykle nie zawiodłem się na niej. Rośliny miały sinawy kolor i były całe przemoczone. Od razu zauważyłem na ich tle czerwoną plamę zwisającą pod jednym z kwiatostanów. Plama okazała się być drapieżnym pluskwiakiem – dobrze znanym srogoniem baldaszkowcem (Rhynocoris iracundus), którego widuję bardzo często, a który jest wdzięcznym modelem, ponieważ zazwyczaj unika gwałtownych ruchów. Tym razem pluskwiak złapał jakąś pechową błonkówkę, która pewnie sama wlazła mu pod kłujkę usiłując uciec przed deszczem. Srogonie nie boją się nikogo, widziałem je wysysające dużo większe ofiary i to z tych groźnych – żądlących błonkówek. Na nieszczęście dla swoich ofiar, pluskwiaki te mają nienaganną technikę polowania. Wbijają kłujkę w ciało ofiary, trzymają ją na dystans, czekając aż zadziałają trucizna i substancje trawienne wpompowane w ciało pechowca, a potem spokojnie wypijają do dna. Wyssany szkielet zewnętrzny odrzucają, a potem w ukryciu i bez ruchu czekają na kolejnego bezkręgowca. Tak wygląda życie na łące – każdy w każdej chwili może stracić życie, a pech jednego jest szczęściem drugiego. Bardzo ciekawy artykuł na temat techniki polowania srogoni i potencjalnego wykorzystania produkowanych przez nie substancji chemicznych w medycynie znajduje się tutaj – “Hexapod Assassins’ Potion: Venom Composition and Bioactivity from the Eurasian Assassin Bug Rhynocoris iracundus”.

Srogoń baldaszkowiec Wyślepkowate Nęczyn lepiarkowiec

Zazwyczaj nad mikołajkami roi się brzęcząca gromada owadów dynamicznie przelatujących z rośliny na roślinę. Dzisiaj panował tu spokój. Od razu dostrzegłem kolejne duże osobniki w kolorze czarno-czerwonym. Duże, ze zlepionymi włoskami i mokrymi skrzydełkami, siedziały czekając cierpliwie na pierwsze promienie słoneczne. Ich wielkość i kształt nie pozostawiały wątpliwości – były to bardzo przeze mnie lubiane nęki świerszczojady (Sphex funerarius). Kilka lat temu odkryłem ich pierwsze osobniki na terenie Ogrodu Botanicznego w Łodzi. Do tamtej pory nie były notowane w okolicy mojego miasta. Przez te kilka lat umocniły swoją obecność w Ogrodzie, a także pojawiły się w kilku sąsiednich miejscach (np. na Majerowskich Polach). Obecnie podczas okresu ich występowania widuję jednocześnie po 4-5 osobników na jednym poletku mikołajka, co jest rezultatem bardzo dobrym. Populacja zadomowiła się na dobre i widać, że rozrasta się z roku na rok. O nękach pisałem już kilka razu, dzisiaj wystarczy dodać tylko, że dzięki ich przemoczeniu i małej ruchliwości udało mi się zrobić naprawdę fajne zdjęcia. Widać na nich, jak bardzo ostre promienie słoneczne przeszkadzają w fotografowaniu owadów – dzięki nim zawsze coś się prześwietli, chityna błyszczy, inne części są czarne i niedoświetlone, a od kontrastów krwawią oczy. Tymczasem wszystkie te problemy znikają w czasie solidnego zachmurzenia.

Nęki

Na kolejnych mikołajkach odkrywałem zwyczajowe bogactwo świata owadów. Siedziały tam zmoknięte osmyki (Cerceris) różnych gatunków, nęczyny (Sphecodes), muchówki z wyślepkowatych (Conopidae), motyle, pluskwiaki, większe muchówki i błonkówki, a także pająki i ślimaki. Ze względu na swoją zwartą i “wodoodporną” budowę ciała w najlepszej kondycji były pluskwiaki. Woda spływała swobodnie po ich pancerzykach, a jej resztki szybko parowały. Kiedy reszta bezkręgowców siedziała wciąż bezradnie pozlepiana i nieruchoma, tarczówkowate (Pentatomidae) wykazywały już sporą aktywność i na widok obiektywu chowały się za łodyżkami albo ustawiały w charakterystycznej pozycji bokiem, żeby stać się jak najmniej widoczne. Wśród osmyków trafił się za to prawdziwy rarytas – osmyk żółtowargi (Cerceris flavilabris). Gatunek rzadki, Czerwona Lista z kategorią NT. Samica ma bardzo charakterystyczny kształt nadustka, co jest doskonale widoczne na moim zdjęciu. Z kolei z nęczynów trafił się pospolity nęczyn lepiarkowiec (Sphecodes albilabris), który został zidentyfikowany przez Katarzynę z grupy i świetnej strony “Dzicy zapylacze” – dzięki!

Tarczówkowate Osmyk żółtowargi Osmyk żółtowargi

Swoją drogą taka gwałtowna ulewa pozwala sprawdzić, które owady są w stanie najszybciej wrócić po niej do normalnego trybu życia. Oprócz wspomnianych pluskwiaków jednymi z pierwszych są też trzmiele (Bombidae). Owady te znane są z dużej odporności na ciężkie warunki i zimno. Niektóre gatunki notowane są na dalekiej północy, a i u nas w kraju, wczesną wiosną, są to jedne z pierwszych latających owadów. Na razie jednak widziane przeze mnie osobniki w większości były pozlepiane kroplami wody i cierpliwie czekały na słońce. Na jednej z roślin zauważyłem coś, co było chyba kiedyś trzmielem. Błonkówka z czarnym, pozbawionym włosków odwłokiem nie przypominała zbytnio puchatego, grubego owada. Widziałem już kilka razy trupy trzmieli i trudno było je rozpoznać. Po śmierci tracą włoski na odwłoku, który staje się o wiele mniejszy, czarny i lśniący, zupełnie jak odwłok dużej muchówki. Tymczasem z każdą chwilą robiło się cieplej, woda gwałtownie parowała i już po kilku minutach dało się słyszeć charakterystyczne buczenie latających trzmieli.

Trzmiel Ex-trzmiel Trzmiel

Przeszedłem się dalej, uważnie obserwując mijane rośliny. W kwiatach kilku z nich znalazłem skupiska łanochy pobrzęcza (Oxythyrea funesta), które wyglądały dość zabawnie. Owady tłoczyły się starając znaleźć jak najbliżej siebie. Oczywiście miało to głęboki sens – w ten sposób ogrzewały się nawzajem i traciły jak najmniej ciepła. W podobny sposób zachowują się zimujące biedronki czy pluskwiaki wczesną wiosną. Przeniosłem się do kolejnej grupy roślin, przy której zazwyczaj widuję makatki zbójnice (Anthidium manicatum). Nazwa tych samotnych pszczół nie wzięła się znikąd – wprost idealnie pasuje do terytorialnych samców. Mają one kawałek swojego terenu, który nieustannie patrolują, czasami przysiadając na liściach, czasami pożywiając się na kwiatach. Biada jednak temu, kto przyleci na ich terytorium. Niezależnie od wielkości intruza, samiec makatki rozpędza się i z wściekłością wbija się w niego z powietrza strącając go na ziemię, albo wypędzając. Jeszcze nie widziałem owada, który po takim ataku podjąłby walkę. Samiec makatki przypomina mi Franka Begbie ze słynnej sceny pod linkiem. Tymczasem dzisiaj makatki nie były sobą. Podobnie jak i innym owadom, deszcz dał im się we znaki. Chwilowo zdarzył się cud – siedziały nieruchomo, czekając na wyschnięcie skrzydełek i następną okazję do wszczęcia bójki. Skorzystałem z okazji i zrobiłem im kilka pamiątkowych zdjęć.

Makatka zbójnica Łanocha pobrzęcz Makatka zbójnica

Czas szybko mijał – jak to w Ogrodzie – robiło się już późno i trzeba było wracać do domu. W okolicy zaczęło przybywać ludzi, słońce chyliło się ku zachodowi. W drodze do domu spotkałem jeszcze kilku przedstawicieli gatunków kojarzących się z ciemnością i rozkładem. Panią pająkową z kokonem z pogońcowatych (Lycosidae), morze ślimaków, dla których taka pogoda to okazja do wypełznięcia i swobodnego łażenia. Niestety, było ich tak dużo, że nawet pomimo wytężonej uwagi od czasu do czasu wdeptywałem w jakiegoś. Rozlegał się wtedy wywołujący ciarki na plecach chrupot, ale cóż – nie robiłem przecież tego specjalnie. Wśród ofiar rozdeptania najwięcej było wstężyków (Cepaea sp.). Ich ofiara nie szła jednak na marne. Już po chwili do truchła podpełzały kolejne ślimaki i rozpoczynała się obfita uczta. W przyrodzie nic się nie marnuje. Ostatnim gatunkiem był duży, pasożytniczy grzyb rosnący na lipie – żagwiak łuskowaty (Cerioporus squamosus). Wyglądał całkiem ładnie, a jak przeczytałem później, jest to gatunek jadalny, cieszący się dużym powodzeniem w okolicach pogranicza ukraińsko-rumuńskiego. Do spożycia w postaci smażonej z cebulką. Ja jednak nie ryzykowałem i na jego obejrzeniu i sfotografowaniu zakończyłem ten bardzo udany spacer po deszczu.

Wstężyk Żagwiak łuskowaty Pogońcowate

 

Jeżeli podoba Ci się ten wpis… Postaw mi kawę na buycoffee.to Dziękuję serdecznie 😉

 

 Leave a Reply

(required)

(required)