Siedzę przed komputerem i oglądam sobie Google Maps Łodzi. Ta aplikacja jest dla mnie – wielkiego fana kartografii – jednym z największych cudów internetu, bez którego trudno sobie dzisiaj wyobrazić normalne funkcjonowanie. Przesuwam mapę, klikam, czytam i prowadzę dialog wewnętrzny z samym sobą. Kiedy ostatni raz byłeś w Palmiarni? Noooo… dawno dosyć. A Pałac Herbsta i resztę Księżego Młyna widziałeś? W sumie, to nie… A w Muzeum Kinematografii byłeś? Też nie bardzo…
Im więcej klikam, tym większy wstyd. Okazuje się, że mieszkam w Łodzi od urodzenia, a nie widziałem w niej ogromnej liczby ciekawych miejsc. Właściwie jest to w miarę powszechne zjawisko. Łódź jest duża, a przeważnie poruszamy się po ustalonych ścieżkach. Do znajomych, do szkoły, na uczelnię, do narzeczonej, do pracy… Okazjonalnie gdzieś indziej, a na całą resztę już nie ma albo czasu, albo energii. A jak mamy urlop, to wolimy wyjechać na drugi koniec Europy i o historii i zabytkach naszego rodzinnego miasta dowiadujemy się z internetu.
![]() |
![]() |
![]() |
Sam żywo interesuję się historią Łodzi i natrętnie promuję ją wśród moich znajomych z kraju i zza granicy. Urlop postanowiłem wykorzystać do lekkiego usystematyzowania wiedzy, zobaczenia paru miejsc, których nie widziałem i odświeżenia pamięci o tych trochę zapomnianych. Na pierwszy ogień poszła Palmiarnia. Ponieważ napisałem o niej dość długi tekst (Veganosceptycy), nie będę się powtarzał. Dzisiaj za to skromna relacja z wystawy kaktusów i sukulentów, która odbyła się w weekend.
![]() |
![]() |
![]() |
Liczne okazy sucholubnych roślin wystawiono w oddzielnej sali Palmiarni. Wszystkie pochodziły z kilku kolekcji prywatnych i były eksponowane w bardzo fajny i przemyślany sposób. Na kilku ładnie zaaranżowanych stołach można było podziwiać kaktusy i sukulenty zebrane tematycznie w ramach kolekcji poszczególnych hodowców. Ludzi było sporo, na miejscu był też jeden z wystawiających (przynajmniej wtedy, kiedy tam byłem), który bardzo chętnie dzielił się wiedzą praktyczną i ciekawostkami dotyczącymi uprawy i pielęgnacji. Gatunków było naprawdę dużo. Mnie najbardziej spodobały się Lithopsy, czyli popularne “żywe kamienie”. Druga grupa roślin, która bardzo przypadła mi do gustu to Haworthie, o których muszę sobie poczytać więcej. Przy wejściu do Palmiarni znajdowało się też kilka stoisk, w których można było kupić coś dla siebie. Nie skusiłem się. W młodości zajmowałem się trochę kaktusami, ale obecnie jestem w stanie zakatować nawet najbardziej odporną roślinę, więc dla ich dobra staram się niczego nie hodować.
![]() |
![]() |
![]() |
Po obejrzeniu wystawy zwiedziłem oczywiście resztę Palmiarni. Jak zwykle robiła oszałamiające wrażenie. Może nie aż takie, jak w czasie mroźnej zimy, kiedy staje się nieoczekiwaną oazą wśród śniegu i mrozu, ale i tak było warto ją odwiedzić. Ogromne palmy, bananowce, bambusy i setki innych egzotycznych gatunków zawsze warte są odwiedzin. Część z nich kwitła, część owocowała, a wszystkie pachniały prawdziwą dżunglą. Odwiedziłem również część zewnętrzną, a w samym budynku dokładnie obejrzałem ekspozycje roślin owadożernych. Niestety, zawiodła mnie bateryjka w aparacie (starość nie radość) i następnym punktem na liście było poszukiwanie jej zamiennika w pobliskich sklepach.
![]() |
![]() |
![]() |
Jeżeli podoba Ci się ten wpis… | Dziękuję serdecznie 😉 |
W ramach polepszenia świadomości turystyczno-historycznej kilka faktów dotyczących okolicy. Palmiarnia położona jest w najstarszym łódzkim parku – Parku Źródliska. Jak sama nazwa wskazuje, w momencie założenia (1840) znajdowały się tam źródła jednej z łódzkich rzek, a sam teren porośnięty był lasem. Część parku była własnością znanego łódzkiego fabrykanta – Karola Scheiblera – który wybudował tu jeden ze swoich pałacy. Naprzeciwko parku powstało w XIX wieku targowisko zwane do dzisiaj Wodnym Rynkiem.
Na skraju Parku Źródliska położone są dwa warte odwiedzenia obiekty. W dawnym pałacu fabrykanckim wspomnianego Karola Scheiblera mieści się Muzeum Kinematografii. Niepodal, w pałacu innego przemysłowca – Oskara Kona – znajdziemy słynną Łódzką Filmówkę – Państwową Wyższą Szkołę Filmową, Telewizyjną i Teatralną im. Leona Schillera. Ale to już temat na osobny wpis, który zrobię, jak tylko odwiedzę te dwa miejsca.
![]() |
![]() |
![]() |