![]() |
Ponad miesiąc spędzony w przyrodniczym i fotograficznym bezruchu. Od początku maja nie zrobiłem ani jednego zdjęcia i ani razu nie byłem w Łódzkim Ogrodzie Botanicznym. Przyczyn było kilka, nie będę tu jednak o nich pisał. Najważniejsze jest to, że dzisiaj w końcu udało się wrócić i spotkać oko w oko z przyrodą. |
Coś dziwnego stało się w tym roku z przyrodą, a przynajmniej jej bezkręgową częścią. Owady i pajęczaki poznikały. Nie całkowicie oczywiście, ale jest ich zauważalnie mniej. Przynajmniej na moich lokalnych łowiskach w Ogrodzie. Widać trochę muchówek i błonkówek, są mniejsze ważki i bardzo mało tych większych. Przez cały dzisiejszy spacer widziałem może ze trzy motyle. Prawdziwy pomór. Przyczyną mogą być znaczne spadki temperatury jeszcze w maju, kiedy to rozwinięte, bezkręgowe populacje musiały stanąć do walki z mrozem. Swoją część dokłada też częste koszenie (a właściwie rycie do gołej ziemi) większości łąk w Ogrodzie. Taki proces na pewno ma niebagatelny wpływ na znikanie całych gatunków z tego obszaru. Mimo wszystko, spacer był udany i coś tam udało się sfotografować. Gwiazdą dnia była dzisiaj kąpiąca się kaczka, która sprawy higieny osobistej traktowała bardzo poważnie. Do tego sporo gatunków ważek i trochę muchówek. W związku z tym, że dopiero się rozkręcam po dłuższej przerwie, dzisiaj nie będę pisał więcej (co na pewno ucieszy niektórych moich znajomych). Zamiast tego resztę opowieści każdy może sobie dopowiedzieć oglądając dzisiejsze zdjęcia.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
12 komentarzy to “Powrót syna marnotrawnego”
Sorry, the comment form is closed at this time.
Witaj po dłuugiej przerwie 🙂
No nareszcie ktoś potwierdził moje obserwacje, że jest znacznie znacznie mniej motyli. No kompletnie jak nie czerwiec. I faktycznie zima w maju załatwiła wszystko. Ciekawe ze ważki sobie liczebnie radza nienajgorzej ale to jeszcze raz pokazuje jak stabilne i bardziej odporne na zmiany temperatur jest środowisko wodne.
Jak zwykle perfekcyjne, nienaganne zdjęcia 🙂
Dzięki za przybycie 🙂 Motyli brak, ważek dużo, ale też mniej niż powinno być. Kilka cieplejszych lat, potem mroźna zima i już natura poniosła lokalnie ogromne straty. Ale miejmy nadzieję, że to tylko opóźnienie. Ze zdjęć powyżej podoba mi się jedno, maksymalnie dwa 🙂
Idę zaraz czytać o moich ulubionych kserotermach, bo widziałem, że pisałeś o nich ostatnio 🙂
A mnie tam podobają się wszystkie a nie tylko 2 :p
Też podejrzewałem splot niesprzyjających okoliczności. I choć widziałem Twoją aktywność na entomo, to stęskniłem się za wspaniałymi zdjęciami i opisami. Na szczęście jesteś – i bądź dalej.
Ad rem: mam podobne spostrzeżenia odnośnie zwierzostanu bezkręgowego moich okolic (NE Dolny Śląsk). Pomimo wspaniałej ostatnio aury, która wynagrodziła bylejakość kwietniopada, nie wspominając o majopadzie w pierwszej dekadzie, zauważalnie mały jest ruch w owadzim świecie. Pomijając motyle (tu problem jest szerszy i – jak mówią mądrzy ludzie – wprost związany z zanikiem siedlisk, chemizacją, etc.), wszystkiego jest mało. Nawiązałeś do ważek. Właściwie jesteśmy już w aspekcie letnim (dziś obserwowany wylęg pałątek zielonych, a od kilku dni masowe loty pióronoga) a mnie nurtuje – kiedyż to miał miejsce aspekt wiosenny? Dotychczasowe obserwacje na stałych i pewnych stanowiskach takich pospoliciuchów, jak: ważka płaskobrzucha, czteroplama, szklarka, lecicha pospolita – i nic, albo prawie nic.
Podobnie rzecz ma się z chrząszczami. Jeszcze nie widziałem zgrzytnicy, kozioroga, jakoś niezauważalnie przebiega rójka gatunków zielnych, a tu już pierwsze kłopotki (dziś dwa)…
„Moje” kolonie Dasypoda, wardzanki i innych małych grzebaczy i pszczolinek wieją pustką… Na dniach odwiedzę jeszcze dwie, trzy…
Nawet LRG nie chcą na oswojenie puścić po L869 do Madrytu czy Paryża, jeno od razu na longhaule transatlantyckie. A tą świeżynkę też chętnie uwieczniłbym na matrycy:)
Zdrowia!
Dziękuję za słowa zachęty i pochwały 🙂 Właściwie tylko pisanie i pokazywanie zdjęć innym ma sens, cieszę się więc, że komuś sprawia przyjemność oglądanie tej strony.
Ja mam sytuację o tyle komfortową, że penetruję cały czas ten sam, właściwie niezmienny obszar, dzięki czemu każda zmiana jest widoczna jak na dłoni. I jakoś tak sezonowo raz jest mniej motyli, raz ważek, raz błonkówek. Natomiast w tym roku mniej jest po prostu wszystkiego. Jeżeli mowa o błonkówkach, to nie widziałem w tym roku w ogóle bardzo wielu pospolitych dla mnie gatunków. Klęska i pomór. Moich ulubionych trzyszczy też w ogóle nie ma, mimo że widziałem je już na początku kwietnia. Teraz przepadły…
no! dobrze, że jesteś, nie pytam o przyczynę ale więcej tego nie rób 🙂
Tajes! Będę się starał 🙂
Miło znów Cię widzieć. 🙂 Kaczucha-higienistka urocza. A ważek, sądząc z liczby zdjęć, faktycznie u Ciebie najwięcej, pewnie nawet zbyt dużo jak na te resztki muszek pozostałe po majowym pogromie. ;).
Też potwierdzam – motyli jest zdecydowanie mniej. I mam tu głównie na myśli najpopularniejszego (chyba) w mieście bielinka bytomkowca. Widziałam go w tym roku tylko raz, w co aż trudno uwierzyć. Zwykle wiosną latało ich mnóstwo (a ja za nimi, z reguły bez powodzenia).
Za to, jeśli chodzi o inne owady, nie obserwuję znaczących różnic. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, bo dopiero miesiąc ciepła za nami, a już mam zdjęcia około 30 zupełnie nowych dla siebie gatunków. Ale wiadomo, w mieście sytuacja jest korzystniejsza, bo wśród murów cieplej.
A już bałem się, że kolejny, bdb blog odejdzie w niepamięć 🙂 PS. To samo dotyczy również kręgowców, zwłaszcza tych pierzastych. Pisałem już, że tegoroczne, warmiński przeloty gęsi były żałosne. Nad Biebrzą w maju było gorzej, niż zazwyczaj bywa w połowie lipca. Jakiś problem jest również z łosiami. Tam, gdzie były zawsze, tym razem nie było żadnego. Po części jest to wina tego, co dzieje się w naszym rolnictwie. Zmiana charakteru upraw, zagospodarowanie wszystkich, dotychczasowych nieużytków, likwidacja oczek wodnych. Po drugie, to chyba po części skutek tego, co dzieje się z klimatem, a w moim przekonaniu coś się dzieje.
NO! Wieko się przebudził 🙂
Owadów może i mało, ale te upierdliwe czyli komary są! I to niemało!
Na szczęście życie roślinne ma się świetnie z powodu normalnych opadów i braku upałów.
Zastanawiałam się, co stało się z Tobą…
Fajne zdjęcia 🙂 A gdzie portret kąpiącej się kaczuszki?
Najbardziej zazdroszczę upolowanej niebieskiej lecichy. Widziałam kilka takich ważek w czwartek nad stawami w Ogrodzie Botanicznym Myślęcinek, ale nie chciały pozować. W Bydgoszczy owadów jest bardzo dużo, najwięcej ogrodnic niszczylistek i modraszków. W czerwcu spotkałam nawet parę nowych, których nie widziałam w minionych latach.
Jak już chcę iść na łowy, to leje…