Sty 232017
 
bel-head Dzisiaj miałem napisać same mądre rzeczy na temat skamieniałych głowonogów z późnego triasu – belemnitów. Zacząłem przeszukiwać sieć i jak zwykle natknąłem się na nieprzebrane oceany ludzkiego oszołomstwa. Jak zwykle w takich przypadkach zdenerwowałem się srodze, ale postanowiłem, że jednak belemnity wygrają dzisiejszą walkę o temat wpisu.

Belemnity to bardzo stare organizmy. Zamieszkiwały ziemskie oceany w późnym triasie i jurze, wyginęły w kredzie. Należały do nadrzędu dziesięciornic i były bardzo sprawnie pływającymi myśliwymi. Z mojego punktu widzenia, najważniejszą cechą belemnitów był ich kalcytowy szkielet wewnętrzny. Mnóstwo takich skamieniałych szkieletów przetrwało do dnia dzisiejszego. Są trudne do pomylenia z czymkolwiek innym, mają kształt walca z otworem w środku, są przeważnie bursztynowej barwy i długości nawet do kilku centymetrów. Poza tym stanowią jeden z kamieni milowych mojego dzieciństwa. Jakoś tak się złożyło, że w okolicach szkoły podstawowej miałem niebywałe szczęście. Ilekroć wyszedłem na spacer, znajdowałem pieniądze. Albo szkielety belemnitów. Już wtedy interesowałem się naukami przyrodniczymi, w tym geologią i paleontologią, i każda znaleziona skamieniałość była dla mnie na wagę złota. Spacerując po Łodzi dosyć trudno byłoby mi znaleźć cokolwiek, natomiast fakt, że mieszkałem na największym łódzkim blokowisku, którego połowa dopiero powstawała, znacznie pomagał. Wszędzie dookoła mojego bloku piętrzyły się gigantyczne kupy piachu przywiezionego na budowę… w sumie nie wiem skąd. Pewnie z jakiejś żwirowni, ale skąd geograficznie – nie mam pojęcia. I te kupy, to było moje El-Dorado. Chodziłem na nie z moim serdecznym kumplem z klasy Arkiem, który również przejawiał zdecydowanie przyrodnicze zainteresowania. I rywalizowaliśmy, kto znajdzie ciekawsze kamienie. Niestety dla niego, a na szczęście dla mnie, byłem jak maszyna do znajdowania belemnitów. Każda dłuższa wyprawa kończyła się znalezieniem kolejnego szkieletu do kolekcji. Nasi znajomi doskonale zdawali sobie sprawę z naszej pasji i często kiedy na przykład wychodziliśmy grać w piłkę, a na naszej drodze na boisko znajdowała się kupa piachu, machali tylko ręką z rezygnacją. Wspaniałe były to czasy i wspaniałe możliwości zdobywania namacalnej wiedzy tuż pod blokiem. Tymczasem przechodzimy do współczesności, w której zdobywanie wiedzy jest o wiele łatwiejsze, wystarczy komputer, internet i nawet nie trzeba wychodzić z pokoju. Niestety, odnoszę wrażenie, że większość ludzi nie chce zdobywać żadnej wiedzy (może poza opisami majtek celebrytek). Szukając informacji o belemnitach trafiłem na pewien blog z bardzo ciekawym artykułem na ich temat. Było tam sporo informacji o wierzeniach Słowian i związku skamieniałych szkieletów z bogiem błyskawic Perunem, które jak wierzono, powstają ze stopionego kwarcu w miejscu uderzenia pioruna. Jest to całkiem logiczne wyjaśnienie na poziomie ludowym, w które wierzono jeszcze całkiem niedawno. Autorka bloga napisała oczywiście czym naprawdę są te „piorunowe strzałki”. Zaglądam do komentarzy, a tam co druga osoba pisze – „tak, też je znalazłem, one powstają po uderzeniu pioruna”, „mam takie, to jest stopiony kwarc”, „znalazłam kilka, mam taką teorię, że to od pioruna”. Ludzie, litości! Czy ci komentujący w ogóle czytali co tam było napisane? Czy czytali ze zrozumieniem? Czy w ogóle myśleli? Czy po prostu mają wbite do głowy, że to od pioruna, koniec, kropka, ziemia jest płaska, a Słońce krąży wokół niej? To oczywiście szerszy problem, czytanie komentarzy pod jakimikolwiek artykułami, a już szczególnie naukowymi, może grozić utratą panowania nad sobą albo wiary w rodzaj ludzki. I właściwie nie chce mi się bardziej rozwijać tego tematu.

Na sam koniec mała anegdotka wyjaśniająca zagadkowy tytuł. Jak już pisałem, moi koledzy z podstawówki doskonale zdawali sobie sprawę z moich belemnitowych pasji. Pewnego razu, na jakiejś lekcji (nie była to biologia) jeden z nich narysował na kartce zakręcony słoik wypełniony po brzegi skamieniałymi szkieletami naszych bohaterów. Podpisał rysunek – „Peklowane belemnity” – i puścił w czasie lekcji po klasie. Po chwili śmiechu dzieło wpadło w ręce Pani, która obejrzała je uważnie. W tym momencie dosłownie widać było, jak pod czaszką obracają jej się trybiki. Nie wiedziała… Czy to jest rysunek obraźliwy? Ale kogo właściwie obraża? A może to jakaś przenośnia? Parabola? Do czego nawiązuje i w kogo jest skierowane ostrze satyry? Czy należy za ten rysunek wpisać uwagę? Ale komu? I co to są, do cholery, te BELEMNITY???!!! To było klasyczne zagięcie goga (że tak użyję ulubionego słowa Klasyka) i jestem bardzo dumny, że brałem w nim udział.

A na zakończenie kilka starych zdjęć moich kamieni, w tym oczywiście belemnity. Mam je wszystkie nadal w domu, są utkane w różnych szufladach i nie chce mi się ich szukać. Dlatego zdjęcia archiwalno-dokumentalne.

bel-03 bel-01 bel-02

  10 komentarzy to “Peklowane belemnity”

  1. Ciekawe jest to, że nazwa „piorun” funkcjonuje wszędzie. Tak nazywano je na Podlasiu i tak nazywa się je również na Warmii. Grzegorzu, jeżeli miałbym coś Ci polecić, to daruj sobie lekturę tego typu komentarzy i tyle. Wiem, że łatwo mi tak napisać, gdyż po 20 latach bycia gogiem na Uniwersytecie uodporniłem się (prawie) na tego typu … nawet nie wiem, jak to nazwać. Większość ludzi ma tego typu wiedzę gdzieś i nic na to nie poradzimy. PS. Zazdroszczę Ci tej kolekcji. Moja zaginęła podczas przeprowadzki z Biebrzy do Olsztyna, w tym całkiem pokaźny zbiór krzemiennych narzędzi. PS.2.

    • Ha, rada bardzo dobra, ale ciężko mi się do niej zastosować 🙂 Ja mam jakieś takie głupawe, mesjanistyczne zapędy i chęć niesienia wiedzy nawet wbrew woli innych. „Patrz człowiecze – oto belemnit!”. A czytanie komentarzy jest gorsze od najgorszych nałogów i bardziej szkodliwe. Przykro słyszeć, że kolekcja Ci zaginęła – wiem, co to znaczy i jaką radością jest samodzielne zebranie eksponatów. W Łodzi mamy rewelacyjne targi Interstone, na których można podziwiać i kupować okazy z całego świata. Napiszę pewnie o nich niedługo. Z drugiej strony wiadomo, że okaz kupiony nijak się ma do własnoręcznie wygrzebanego z ziemi 🙂

  2. Super znaleziska, aż trudno uwierzyć, że trafiłeś na nie w Łodzi!

  3. Popracuj w szkole, to Ci szybko minie:) Kolekcji żałuję, gdyż miałem w niej i groty, i pięściaki, i nożyki. Najciekawsze jest to, że wszystko znalazłem w jednym miejscu, nad rzeką Ełk. Jeszcze ciekawsze jest to, że dotarłem tam po wyjeździe zawodowych archeologów:)

  4. Powiem Ci, że masz wyjątkowego farta. Regularnie przegrzebuje ziemię ale jakoś nie miałem okazji. Niezła kolekcja. Na Twoim miejscu jednak poszukałbym tych wszystkich skamielin i przeznaczył na to jakąś półeczkę. Tendencja do gubienia się tych rzeczy jest przeogromna. I potem zal. Tak jak np. jedynym okazem zachowanym w moim rodzinnym domu jest kawałek skamieniałego drzewa znaleziony przeze mnie. Reszta moich trofeów przepadła 🙁 Tak więc uczulam…Zwłaszcza, że jak widzę znajdowałeś nie tylko belemity 🙂

  5. No patrz, a ja nigdy w życiu nie słyszałam o belemnitach. Natomiast odcisk wielkiej muszli na kamieniu jest mi doskonale znany, mam bardzo podobny egemplarz w domu. Z tego co wiem, znalazł go kiedyś mój dziadek, ale gdzie… nie mam pojęcia. W każdym razie dawno temu to było.

  6. No fakt że Wieko miał wtedy farta że hej. Ja tylko jednego małego amonita znalazłem, który i tak mi gdzieś wsiąkł….. Nie dodałeś że kolega od peklowanych belemitów dostał pałę wtedy od matematyczki. tak na wszelki wypadek 🙂

  7. W dawnej wiedzy geograficznej – spotkałam się z różnymi nazwami skamieniałości ukrytych również pod nazwą belemity i amonity…Jak zwał tak zwał- w każdym razie pozostałości… jakiś skorupiaków /?/

 Leave a Reply

(required)

(required)