Gru 052018
 
Dzisiaj odcinek specjalny, poświęcony książce, której mam zaszczyt być współautorem. “Motyle dzienne Łodzi” właśnie wyszły z drukarni, a ja skorzystam z okazji i pokrótce zaprezentuję Wam nasze dzieło. Ponieważ na tej stronie wszystko może się zdarzyć, również kilku aktorów wepchnie się w tok narracji, by wypromować się na naszych grzbietach.

Zacząć wypada od podziękowania dwóm pozostałym Autorom i animatorom całego przedsięwzięcia – Robertowi Sobczykowi i Krzysztofowi Pabisowi – za okazane mi zaufanie i zaproszenie do pracy nad książką. W tym gronie tylko ja jestem amatorskim miłośnikiem przyrody. Robert Sobczyk jest doktorantem, a Krzysztof Pabis profesorem nadzwyczajnym w Katedrze Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zawodowa praca Roberta skupia się wokół wieloszczetów związanych z szelfem i stokiem kontynentalnym wybrzeża Ghany. Krzysiek bada biologię i ekologię motyli, a oprócz tego różnorodność zgrupowań bezkręgowców zasiedlających morskie dno, szczególnie w rejonach polarnych. Jest autorem i współautorem kilku książek edukacyjnych i popularnonaukowych, w tym tegorocznej – “Dlaczego motyl zjada muchę” oraz przeznaczonej dla młodszych odbiorców – “Gąsienice w czekoladzie i inne tajemnice motyli“. Uffff, część oficjalną mamy za sobą, a mnie od razu przypomniała się scena ze starego, ale nadal świetnego filmu “Szpiedzy tacy jak my“, kiedy to Chevy Chase i Dan Aykroyd udający lekarzy mieli wykonać operację jakiegoś wodza plemiennego w Afganistanie i przedstawiali się zespołowi lekarzy – doctor, doctor – doctor, doctor – doctor, doctor… A skoro już przy filmach jesteśmy, być może myślicie, że taka praca wykładowcy biologii jest nudna? Nic bardziej mylnego! Wielokrotnie byłem na Wydziale i widziałem to na własne oczy! Przypomnijcie sobie scenę z “Poszukiwaczy zaginionej arki” – Doktor (Indiana) Jones prowadzi wykład, przed nim krąg zasłuchanych, pięknych studentek, które mrugają oczami, a na powiekach mają napisane kredką “LOVE”. Dokładnie tak to wygląda. A w przerwach pomiędzy wykładami taki biolog wsiada w samolot, wyskakuje gdzieś u wybrzeży Afryki czy Azji i gołymi rękami łapie… no może nie rekiny, ale na pewno różne, równie ciekawe… bezkręgowce. Jeżeli w tym momencie zastanowiliście się, dlaczego zmarnowaliście własne życie i nie wykładacie biologii na Uniwersytecie, to – cóż… wcale Wam się nie dziwię.

Przejdźmy jednak do książki. Jej historia zaczyna się osiem lat temu, kiedy to Robert trafił do Krzyśka przy okazji zbierania materiałów do pracy magisterskiej o motylach. Pracę napisał, a przez lata gromadziło się coraz więcej materiałów. Ja dorzuciłem trochę swoich i tak powstał całkiem fajny artykuł – Sobczyk R., Pabis K., Wieczorek G,. Salamacha A. “Distribution and diversity of butterflies (Lepidoptera, Rhopalocera) in urbanization zones of the central European city (Lodz, Poland)“, opublikowany w North-Western Journal of Zoology. W końcu, ponieważ danych było naprawdę sporo, a do tego jeszcze zdjęcia i chęć napisania pożytecznej publikacji dotyczącej naszego rejonu, powstała niniejsza książka.
Motyle dzienne Łodzi” poświęcone są gatunkom motyli dziennych, które można spotkać na terenie naszego miasta. Książka składa się z kilku części – na początek mamy część opisową, poświęconą fizjologii motyli, ekologii, ze szczególnym uwzględnieniem terenów miejskich oraz ich różnorodności i zagrożeniom wynikającym ze specyficznego środowiska życia. W tej części nie zabrakło też porad dotyczących łowienia i fotografowania tych owadów. Część główna ma charakter atlasu i zawiera, bogato ilustrowane zdjęciami, opisy motyli żyjących na obszarze miasta, wraz z opisami wyglądu imago i gąsienicy, okresem występowania, siedliskami, roślinami pokarmowymi, statusem ochrony, etc. Na zakończenie tej części są zdjęcia kilku poczwarek, gąsienic, a także ciem latających w ciągu dnia. Wreszcie ostatni dział to kilka gotowych propozycji lekcji terenowych przeznaczonych dla uczniów różnych grup wiekowych.

Książkę wydało Towarzystwo Przyjaciół Ogrodu Botanicznego, a wydanie dofinansował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. Zadedykowaliśmy ją pamięci dwóch bardzo ważnych postaci w łódzkim (i nie tylko) środowisku entomologicznym – Bogusławowi Soszyńskiemu i Zygmuntowi Śliwińskiemu. Oprócz zdjęć wykonanych przez Autorów, w książce znalazło się wiele fotografii udostępnionych przez innych miłośników motyli, także tych związanych z grupą z Facebooka – “Świat Motyli“, za co należą im się serdeczne podziękowania.
Na zakończenie jeszcze kilka moich osobistych odczuć. Udział w pisaniu i wydanie tej książki to dla mnie wielka frajda i satysfakcja. Jestem zadowolony z tego, że mój wieloletni trud związany z fotografowaniem owadów i równoczesnym zbieraniem o nich danych nie pójdzie na marne, a przyda się komuś do nauki i zabawy. Trzymając w ręku “Motyle dzienne Łodzi” wspominam moje pierwsze przyrodnicze książki z okresu szkoły podstawowej. Były wydane na fatalnym, gazetowym papierze, z często czarno-białymi, rozmazanymi ilustracjami, po krótkim użytkowaniu rozpadały się w rękach. Ale mimo tych wad potrafiły obudzić we mnie i w wielu innych młodych ludziach wieloletnią miłość do przyrody. Nasza książka, pod względem edytorskim, jest zupełnie inna – kredowy papier, piękne, kolorowe fotografie. Tym większą mam nadzieję, że i ona stanie się dla kogoś pierwszym przewodnikiem i poprowadzi go przez ten cudowny świat przyrody, który otacza nas nawet w mieście.

  7 komentarzy to “Motyle dzienne Łodzi”

  1. Moje serdeczne gratulacje!

    Książka przyswajalna także dla amatorów, a wręcz zupełnych laików. Cenię sobie w tego typu opracowaniach brak nadętej formy. Sądząc po zrzutach z ekranu – udało Wam się. Zobaczymy, jak pozycja przyjmie się wśród mieszkańców Łodzi i okolic.
    Skąd pomysł z kołonotatnikiem?

    • Książka w założeniu miała być terenowo-edukacyjna. Stąd podejście popularnonaukowe, dużo ilustracji i podstawowych informacji. Ponieważ jest to w głównej mierze atlas do identyfikacji motyli, kołonotatnik jest bardzo dobrym rozwiązaniem – w terenie otwiera się go na wybranej stronie, a resztę zagina do tyłu. Klejona albo szyta książka szybko by się rozpadła od takich działań 🙂

  2. Piękna praca! – gratulacje. I marzy mi się, żeby ukazało się coś podobnego dotyczącego Puszczy Knyszyńskiej.
    Ja także pamiętam swoje pierwsze przyrodnicze książki – w “wędrującym” punkcie bibliotecznym – i moje wielkie zauroczenie nimi. Potem kupiłam je w antykwariacie: Witold Tyrakowski – “W lesie”, Maria Kowalewska, Maria Kownacka – “Głos przyrody”.

    • Dziękuję! Chociaż to brzmi dziwnie na pierwszy rzut oka, można spróbować samemu rozpocząć taką inicjatywę. Na pewno jest bardzo wiele materiałów na temat Puszczy, trzeba tylko je zebrać, opracować i znaleźć kogoś, kto to wyda. Na pewno jest to całkiem realne!

  3. Świetna publikacja! Gratuluję udziału w przedsięwzięciu 🙂

 Leave a Reply

(required)

(required)