Kwi 242018
 
Dzisiejszy wpis nareszcie poświęcony będzie owadom. Poznamy motyla – mojego arcywroga, odniesiemy teorię świata dwuwymiarowego Edwina Abbotta do świata chrząszczy, będziemy podglądać trzyszcze. Przede wszystkim jednak nauczymy się pokory wobec przyrody w czasie idealnego dnia. Zaczynamy!

Sobota miała być dniem idealnym. Prognoza zapowiadała piękną pogodę. Nie miałem żadnych dodatkowych obowiązków. Mogłem wziąć aparat, pójść do Łódzkiego Ogrodu Botanicznego i spędzić w nim dowolną ilość czasu, fotografując owady. I takiż miałem plan. Przed wyjściem włączyłem jeszcze na chwilę radar i ze zdumieniem zobaczyłem, że do naszej przestrzeni powietrzej zbliża się niesamowicie rzadka maszyna – Iljuszyn IŁ-62-M. Takiego samolotu nie widziałem nigdy w życiu. Przez chwilę była szansa, że poleci koło Łodzi, jednak okazało się, że nie. Siedziałem dłuższą chwilę licząc na to, że może jednak skręci, ale nie – nic z tego. Nie powiem, nie nastawiło mnie to pozytywnie do dalszej części dnia, ale cóż, wziąłem aparat licząc na to, że przynajmniej ogrodowe owady będą współpracować. Pogoda była słoneczna, wiał lekki wiatr. Zazielenione łąki falowały przyjemnie, żaby nawoływały się w stawie, a owady… owady były nieobecne. Latało trochę drobnych muchówek i błonkówek i to w zasadzie wszystko. Szedłem w stronę płotu przy ulicy Konstantynowskiej, po drodze usiłując coś sfotografować. Bez rezultatu. Po jakimś czasie natknąłem się na mojego największego przeciwnika ze świata motyli – zorzynka rzeżuchowca (Anthocharis cardamines). Już sama nazwa tego owada może przyprawić o ortograficzny ból głowy, a to nie wszystko, co ukrywa w zanadrzu. Polskie motyle dzielą się na trzy grupy – łatwe do sfotografowania, trudne do sfotografowania oraz zorzynka. Ten piękny przedstawiciel bielinkowatych jest zawsze w ruchu. Bardzo łatwo go zauważyć i nie sposób pomylić z innym gatunkiem ze względu na pomarańczowe zakończenia skrzydełek u samców (co ładnie oddaje jego angielska nazwa – Orange-tip). Samce są silnie terytorialne, nieustannie patrolują swój obszar i bezlitośnie atakują wszelkie inne motyle. Kiedy już zauważymy naszego modela mamy do wyboru dwie metody polowania – bardzo złą i trochę lepszą. Pierwsza z nich polega na radosnym i głupim biegnięciu za motylem w nadziei, że niedługo usiądzie. Co zdarza się niezwykle rzadko, a kiedy już nastąpi i tak nie przynosi zamierzonego efektu, bo zorzynek zaraz się zrywa wystraszony naszym galopem. Metoda druga polega na wybraniu sobie spokojnego miejsca z rosnącymi kwiatami, które znajduje się na trasie przelotu. Zorzynki preferują drobne kwiatki, na przykład niezapominajki. Kiedy już zaczaimy się przy ich kępie, musimy wykazać się nieludzką cierpliwością. Motyle przylatują, nie siadają, odlatują i tak w kółko. Wreszcie jeden siada na roślinie i wtedy mamy kilka sekund, żeby zrobić mu zdjęcie. Po czym zabawa zaczyna się od nowa. W czasie sobotniego polowania zrobiłem jedno – dosłownie jedno zdjęcie. Na szczęście aparat mnie nie zawiódł i wyszło w miarę poprawne. Przy okazji w obiektyw złapał się inny przedstawiciel Pierinae, a mianowicie bielinek bytomkowiec (Pieris napi).

Po wyczerpujących zapasach z bielinkami przesunąłem się na mój ulubiony teren łowów, czyli Dział Roślin Leczniczych i Przemysłowych. Ze względu na piaszczyste alejki zawsze nazywam w myślach ten teren “pustynią”. Ostatnio dowiedziałem się jednak, że część moich foto-kolegów nazywa go “U Bonifratrów” i muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się ta nazwa. W sobotnie popołudnie Bonifratrzy mieli do zaoferowania niewiele. Trafiło się kilka gatunków pająków, w tym piękny skakun, dość prawdopodobne, że arlekinowy (Salticus scenicus). Wokół domków dla owadów uwijało się sporo pszczół, był też szerszeń i trochę mniejszych chrząszczy. Na piasku krzątała się samica błonkówki z rodzaju Anoplius. W pewnym momencie zobaczyłem coś, czego nie powinno tu być. Dwa trzyszcze piaskowe (Cicindela hybrida), prawdopodobnie w czasie kopulacji, sprowadzone przez kogoś do dwóch wymiarów. Od razu przypomniały mi się teorie społeczeństw żyjących na płaszczyźnie 2D z książki “FlatlandiaEdwina Abbotta, która jest często wykorzystywana w popularnym przedstawieniu fizycznych teorii wielowymiarowych, na przykład Teorii Strun i Teorii Holograficznego Wszechświata (ale o tym może innym razem). Jedno było pewne – trzyszcze z natury nie są płaskie, ergo – ktoś musiał je rozdeptać. Ze względu na ich ruchliwość jest to prawie niemożliwe. Ale skoro komuś się udało, w dodatku dwa osobniki jednocześnie, to oznacza, że musiały już zacząć gody. I faktycznie, ku mojemu zaskoczeniu, ten czas nadszedł. Spacerując alejkami często spod moich nóg zrywała się podwojona liczba tych owadów. W końcu, mając sporo szczęścia, podszedłem jedną, szczególnie zajętą sobą parą. Kochankowie szybko oswoili się z moim widokiem, w efekcie miałem okazję zrobić pełną dokumentację, z każdej możliwej strony. Był to drugi raz w moim życiu, kiedy sfotografowałem kopulujące trzyszcze (pierwszy w lipcu 2017) – wcześniej latami próbowałem i nigdy mi się nie udawało. I tym pozytywnym akcentem zamknął się krąg idealnego dnia, który miał być idealny, ale przez długi czas nie był. Na szczęście, jak prawie zawsze, Ogród uznał, że moje starania i wysiłek zasługują jednak na nagrodę. Za co należą mu się podziękowania.

Wracając zauważyłem przy głównym wejściu tłum ludzi. Jest to dość rzadki widok, a ma on oczywiście związek z kwitnącymi tulipanami. Jak co roku, za dużym stawem, dziesiątki tysięcy tych pięknych kwiatów wabi spacerowiczów swoimi kształtami i kolorami. Dla mnie nie są tak ciekawe jak sześcionożna część mieszkańców Botanika, ale i im należy się coroczny kawałek miejsca na mojej stronie. Oto i one.

  7 komentarzy to “Geometria chrząszczy”

  1. Twój Ogród jest, jak nasza Biebrza. Początkowo dołuje brakiem czegokolwiek, ale chwilę później stwierdza, że jednak to swoi i wierni, więc tak nie można i otwiera worek z prezentami:) PS. Kurcze, jaka totalna różnica w wegetacji. U nas podniecamy się pierwszymi listkami, a Wy już macie wiosnę pełną gębą!

    • Coś w tym jest 🙂 Widocznie te obszary przyrodnicze traktują nas jak swoje maskotki albo jakieś ulubione pieski czy kotki 🙂 Różnica jest zdecydowana, u nas zieleniło się już ładnych kilka tygodni temu, a teraz jest bardzo zielono. No i owadów nawyłaziło całkiem sporo.

  2. W tym miesiącu widziałam dwa fruwające zorzynki, ale nawet nie próbowałam ich upolować.
    Piękne tulipanowe rabatki, ładniejsze niż pajęczaki i trzyszcze 😉

  3. Ile tulipanów na raz! Za zorzynkiem bym chciała w tym roku zapolować… Czy muszę się spieszyć?

    • Zorzynki powinny latać jeszcze w czerwcu – wszystko zależy od aury i miejsca. Ale polowanie na nie jest naprawdę wyczerpujące – chyba najlepiej zrobić to pod koniec dnia albo wcześnie rano.

 Leave a Reply

(required)

(required)