Lip 092016
 
20160709-head Dzisiejszy odcinek będzie przyrodniczo-samolotowo-podróżniczy. Miniony tydzień był bardzo udany. Jak zwykle zrobiłem dużo zdjęć, spotkałem ciekawe zwierzaki, a co najważniejsze, po kilku latach zobaczyłem znowy morze. Zwieńczeniem tygodnia była dzisiejsza wycieczka na lotnisko.

W Warszawie trwa szczyt NATO. Mieszkańcy stolicy mają się z czego cieszyć. Nie mówię tu oczywiście o przeciętnych mieszkańcach, którzy pewnie tkwią w korkach i którym to spotkanie przywódców zdewastowało plany poruszania po mieście. Cieszą się miłośnicy samolotów, bo taka okazja trafia się raz na bardzo, bardzo długi czas. Na Okęcie przyleciało całe stado samolotów-perełek, na czele z Air Force One Prezydenta Obamy. Do tego samoloty transportowe i zabezpieczające wizytę oraz wiele samolotów rządowych z innych krajów. Nie wiązałem z tym wydarzeniem jakichś osobistych nadziei, myślałem że może pogoda dopisze i jakikolwiek egzotyczny samolot przeleci nad Łodzią. Wczoraj wieczorem włączyłem kamerę internetową z naszego lotniska  (im. Władysława Reymonta) i ze zdziwieniem zobaczyłem dwa nietypowe samoloty stojące na płycie. Okazało się, że gościmy „rządówki” z Azerbejdżanu i Armenii. Hmmmm, wow? W sumie, jakby na to nie spojrzeć, można powiedzieć, że to Air Force One Armenii – pięknie i dumnie to brzmi. Postanowiłem wstać rano i, jeśli nadal będą stały, przejechać się i je obejrzeć. Samoloty nie odleciały, a ja jestem bardzo zadowolony z wycieczki. Na Lublinek (potoczna nazwa naszego lotniska) trafiłem o dziewiątej rano. Pogoda była dziwna. Momentami piekło słońce na tle błękitnego nieba, by za chwilę przywiać gęste, kłębiaste chmury. Dawno nie byłem w tym miejscu, chwilę zajęło mi znalezienie dobrych miejscówek na zdjęcia. W międzyczasie przyleciały jeszcze samoloty Ryanaira i Adrii, a ja chodziłem sobie i fotografowałem co się dało. Początkowo chciałem obejrzeć samoloty i udać się na pobliskie Uroczysko Lublinek w celu zapolowania na owady. Kiedy zbierałem się już do wyjścia, zaczęły nadchodzić gęste chmury. Akurat startowała Armenia, a ja stałem już w strugach deszczu fotografując ją wytrwale. Drugi raz taka okazja może się nie zdarzyć. Ponieważ nie było szans na poprawę pogody, rozpocząłem manewr odwrotu do domu. Na zakończenie kilka słów o technice. Pięknie pomalowany na niebiesko-biało samolot o numerze rejestracyjnym 4K-8888, to Airbus A319-115(CJ) Rządu Azerbejdżanu. Samolot Rządu Armenii to również Airbus A319-132(CJ) o prostym numerze rejestracyjnym 701. Oba samoloty były naprawdę warte obejrzenia. Na naszym lotnisku to nie lada egzotyka.

20160709-01 20160709-06 20160709-04
Airbus A319-132 Bombardier linii Adria „Baku”
20160709-02 20160709-05 20160709-03
Airbus A319-115 Odlot w deszczu W tle Lublinek

Wróćmy jeszcze do Uroczyska Lublinek. To drugi co do wielkości las komunalny w Łodzi. Przylega on bezpośrednio do lotniska i jest mocno zróżnicowany. Obok przejrzystych lasów sosnowych i brzozowych są tam rozległe, suche łąki i kompleks stawów. W zeszłym tygodniu wybrałem się tam, sprawdzić jak wygląda zróżnicowanie owadzich gatunków. Niestety, nie miałem zbyt wiele czasu. Udało mi się tylko szybko spenetrować kilka łąk i rzucić okiem na las. Nawet tak krótka wyprawa była bardzo owocna. Spotkałem wiele gatunków motyli, błonkówek i prostoskrzydłych, te ostatnie w kilku gatunkach, na dużej, suchej łące. Najważniejsze dla mnie było jednak spotkanie mojejego ulubionego łowika – niżbika (Dasypogon diadema). Te wielkie muchówki zwane są czarnymi diabłami ze względu na kolor, wielkość i skuteczność w łowieniu swoich ofiar. Łatwo zauważyć je w locie, ponieważ nie poruszają się szybko. Lecący niżbik zbliżony jest rozmiarami do małej ważki. Niestety, owady te są bardzo płochliwe i trudno je podejść. Po zbliżeniu się na jakieś dwa kroki, muchówka przeważnie zrywa się do lotu i przelatuje kilkanaście metrów siadając w nowym miejscu. I tak w kółko. Tym razem miałem wyjątkowe szczęście i udało mi się sfotografować nie tylko czarne samce, ale kopulację z udziałem samicy ubarwionej z dodatkiem koloru czerwonego. Na Uroczysko Lublinek z całą pewnością wrócę niebawem, tym bardziej, że nie zdążyłem dotrzeć do stawów i sprawdzić czy nie ma tam jakichś, innych niż w Łódzkim Ogrodzie Botanicznym, gatunków ważek.

20160709-07 20160709-08 20160709-09
Jakiś Orthoptera Niżbik (Dasypogon diadema) Uroczysko Lublinek

Na zakończenie kilka słów o innych miejscach, w których znalazłem się w tym tygodniu. Po pierwsze Gdańsk – niestety też przelotem z brakiem możliwości zwiedzenia czegokolwiek i godzinnym wypadem na plażę. Plus jest taki, że udało się zobaczyć i powąchać morze, przejść po bałtyckim piasku i zrobić kilka zdjęć na pamiątkę. Plaża była solidnie zaludniona, w końcu mamy już wakacje, a ja nabrałem ochoty na szybki powrót w to miejsce. Druga wycieczka to Ruda Pabianicka. Obecnie jest to część Łodzi, ale ponad 100 lat temu, kiedy moi przodkowie osiedlali się w tej okolicy, było to oddzielne miasto. Przed wojną Ruda stanowiła taki lokalny kurort z lasami i rzeką Ner, w którym budowało się drewniane, letnie domki i urządzało pikniki. Jak zwykle nie miałem wiele czasu, dość by zejść nad Ner i zrobić kilka krajobrazowych zdjęć, bo na gonienie ważek i innych owadów już go nie starczyło. A ważek widziałem sporo, w tym kilka większych gatunków. Po raz kolejny wracałem zły – za krótko, za szybko, wciąż zbyt mało czasu. I jak zwykle obiecałem sobie, że wrócę tu na dłużej.

20160709-12 20160709-10 20160709-11
Ner w Rudzie Bałtyk… Tu były ważki

Dla wytrwałych czytelników jeszcze krótka opowiastka z wczorajszego dnia. Skończyłem pracę, wracałem do domu piechotą i nagle, w parku, jakaś szarawa kulka spadła z góry, zatrzepotała i schowała się w trawie. Podszedłem, patrzę, a to mały wróbel, który akurat uczył się latać. Nie mogłem się powstrzymać i wziąłem go na rękę. Wróbelek posiedział, popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy, po czym podfrunął i usiadł mi na ramieniu. Po kilkudziesięciu sekundach pofrunął na gałąź, czym bardzo ucieszył swoją mamę, która bardzo zaniepokojona skakała na drzewie. Tak sobie pomyślałem – nawet będąc przyrodnikiem-amatorem, rzadko ma się tak bezpośredni kontakt z naturą. Pewnie, można spróbować pogłaskać muchę albo zjeść ślimaka, ale kurcze, takie dotknięcie ptaka i posadzenie go sobie na ręce – to jest to! Od razu poprawił mi się humor.

  3 komentarze to “Air Force One. Prawie.”

  1. Bogaty tydzień! Przepraszam za, być może głupie pytanie, ale co … widzisz w tych samolotach? Wiem, że to pytanie w stylu: „Po co marnujesz czas, fotografując ptaki”, ale zawsze bardzo ciekawiły mnie inne pasje:)

    • Hahaha, z samolotami jest dokładnie tak, jak z ptakami czy owadami. Ja interesuje się techniką lotniczą, czytam o nowych modelach, szczególnie wojskowych. Dodatkowo tak jak z wędkarstwem – jak złapiesz jakiś nietypowy samolot, to jesteś z siebie dumny 🙂 Wyobraź sobie ptaka, który jest jeden jedyny na całym świecie. Nie chciałbyś go zobaczyć/sfotografować? Z samolotami to możliwe, bo jest kilka modeli istniejących w jednym egzemplarzu, choćby An-225, którego już dwa razy widziałem. A pytanie jest całkiem zasadne, swoją drogą – z 80% moich znajomych puka się w czoło wiedząc, że fotografuję owady czy samoloty. Po co? Po co fotografować muchę, albo samolot? Nie do pojęcia 🙂

 Leave a Reply

(required)

(required)