Zacznijmy od ważek, które są jednymi z moich ulubionych owadów. O tej porze roku zazwyczaj nad każdym stawem można spotkać ich setki, a Ogród naprawdę obfituje w ich liczne gatunki. Niestety, nie w tym sezonie. Wczodząc do Ogrodu od strony Retkini, zawsze skręcam w lewo i mijam pokaźny kompleks stawów położonych wśród rozległych łąk. Porastają je trzciny i inne wodne roślin, na brzegach pełno jest roślinności, wśród której buszują owady. Jednym słowem – prawdziwy raj dla ważek. Tymczasem w tym roku nie widziałem w tej okolicy ani jednego osobnika! Tak źle chyba jeszcze nigdy nie było. Nieco lepiej sytuacja wygląda na mniejszych zbiornikach wodnych w laskach bukowych. Tam udało mi się spotkać kilka razy łunicę czerwoną (Pyrrhosoma nymphula), pięknie ubarwiony gatunek, który widuję raz na kilka lat. Ważki te do tej pory widywałem na jednym ze stawów w Ogrodzie Japońskim, jednak ich okres występowania był na tyle krótki, że często – z powodu pogody czy braku czasu – nie widziałem ich w danym roku wcale. Tym razem łunice dopisały, są widoczne przez dłuższy czas i w innych miejscach. Udało mi się spotkać zarówno samce, jak i samice. Nie było ich dużo, ale kilkanaście osobników latających jednocześnie to i tak w tym kiepskim sezonie doskonały wynik.
![]() |
![]() |
![]() |
Kolejną mniej typową ważką jest straszka pospolita (Sympecma fusca). To gatunek powszechnie występujący w Ogrodzie, spotykany w różnych miejscach i dużej liczbie. Jego charakterystyczną cechą jest zimowa hibernacja – straszki są w stanie przeczekać niekorzystną porę roku, a wiosną pojawiają się nad stawami jako pierwsze. W sieci można też znaleźć ich niesamowite zdjęcia, na których siedzą na trzcinie, całe pokryte kryształkami lodu. Często zdarza się tak, że zanim Ogród zostanie na dobre otwarty, ważki te znikną już w coraz bujniej rozwijającej się roślinności. Ich brązowe ubarwienie jest przystosowane do wtapiania się w nadwodne tło złożone z suchych roślin i trzcin, dzięki czemu późną wiosną bardzo trudno jest je wypatrzeć. Tymczasem w tym roku większość botanikowych stawów została dokładnie ogolona z trzciny, nowe rośliny jeszcze się nie pojawiły z powodu ciągłego zimna i dzięki temu straszki są nadal widoczne. Spotykałem je przy każdej dotychczasowej wizycie i jak na razie to one stanowią najliczniejszą grupę tych drapieżników.
![]() |
![]() |
![]() |
Następna na liście jest ważka czteroplama (Libellula quadrimaculata) należąca do podrzędu różnoskrzydłych. Te sporej wielkości owady występują w Ogrodzie powszechnie i są widoczne właściwie w każdym sezonie, w okolicach większości stawów. Na pierwszy rzut oka nie wyglądają tak atrakcyjnie jak gatunki ubarwione na niebiesko czy czerwono – z daleka są po prostu brązowawe, co pozwala im dobrze wtapiać się w trzcinowe tło. Zyskują na zdjęciach maro. Ich tułów mieni się wtedy różnymi odcieniami bursztynu, a labirynt żyłek na skrzydełkach jest prawdziwym majstersztykiem natury. Ważki te mają również inną zaletę – często siadują na ułamanych, samotnych roślinach wodnych. Pozwala im to doskonale kontrolować teren, przepędzać z niego intruzów i z daleka dostrzegać potencjalną zdobycz. Z kolei dla miłośnika fotografii jest to sytuacja idealna – ważka jest doskonale wyizolowana z tła, a przy tym można ją obejrzeć i z góry, i z profilu. Ważki czteroplame pojawiły się także w tym roku, chociaż – podobnie jak i innych owadów – jest ich zdecydowanie mniej.
![]() |
![]() |
![]() |
A skoro mowa o innych owadach – cóż jeszcze można było spotkać w czasie wiosennych spacerów? Niestety, niewiele. Poza standardowym zestawem złożonym z cytrynków, rusałek i kowali bezskrzydłych owadów jest niewiele. Udało się spotkać strzępotka ruczajnika (Coenonympha pamphilus), który ładnie zapozował wśród zeszłorocznych trzcin. Bardziej aktywne stały się klecanki rdzaworożne (Polistes dominula) gnieżdżące się w kilku domkach dla owadów w przestrzeni pod ich sufitami. Koło samych domków lata nieco innych błonkówek i pasożytniczych muchówek, jest ich jednak nadal niewiele. Kapryśna pogoda sprawia, że owady wciąż nie są tak aktywne, jak w poprzednich, cieplejszych sezonach.
![]() |
![]() |
![]() |
Na koniec dzisiejszego wpisu wracamy jeszcze do domków dla owadów. Okazało się, że podczas ostatniej inwentaryzacji udało mi się jeden przegapić. Domek numer dziesięć położony jest na trawniku, na skraju lasu sąsiadującego z sadem i skansenem. W niewielkiej odległości od niego znajdują się kwitnące jabłonie, rabaty z różnymi roślinami kwitnącymi wczesną wiosną oraz kwietny ogród położony przy skansenowej chałupie. W domku możemy zobaczyć dużą różnorodność materiałów. Jest glina, są trzcinowe rurki, niżej drewniane klocki i nawiercone pustaki. Na samym dole resztki rdestowych rurek o bardzo dużej średnicy. Jeszcze nie widziałem, żeby jakikolwiek owad budował w nich gniazda, ale to wcale nie znaczy, że są zbędne. Duża średnica sprawia, że w nocy czy w czasie złej pogody mogą w nich szukać schronienia całkiem duże owady. Niestety, mimo dostępu do źródeł różnorodnego pokarmu, domek nie wygląda na gęsto zasiedlony. Być może przyczyną jest to, przez część dnia znajduje się w cieniu? I to już chyba ostatni z domków, mam nadzieję, że nie przeoczyłem żadnego więcej. W kolejnych sezonach będę starał się je systematycznie obserwować i może nawet wyciągnąć z tych obserwacji jakieś sensowne wnioski.
![]() |
![]() |
![]() |
Ponieważ jesteśmy blisko skansenu, warto przyjrzeć mu się bliżej, ponieważ doznałem w nim objawienia. Nie miało ono jednak charakteru religijnego, a przyrodniczy. Patrząc na znajdujący się tam wiejski dom doszedłem nagle do wniosku, że przecież mam oto przed sobą największy w Botaniku domek dla owadów. I nie jest to wymysł, a historyczna prawda. Przez wieki wiejskie domy w naszym kraju, podobnie zresztą jak i inne zabudowania gospodarskie, były kryte strzechami. A taka strzecha to nic innego jak przycięta słoma czy podobny materiał, powiązany i położony na budynku. Zbudowany jest z tysięcy rurek z naturalnego materiału i o różnych średnicach. Przez setki lat takie strzechy występowały powszechnie, stanowiąc bazę do budowy gniazd dla wielu owadów. Zastąpienie dachów słomianych konstrukcjami z twardszych i nowocześniejszych materiałów przyczyniło się do znacznego ograniczenia miejsc lęgowych i stopniowe zanikanie niektórych gatunków. Według danych znalezionych w sieci, na metrze kwadratowym tradycyjnej strzechy można zmieścić od 150 do nawet 600 miejsc gniazdowych. Jej zaletą jest również wysoka retencja cieplna oraz przepuszczalność materiału zapewniająca wymianę powietrza. W czasie oględzin botanikowej chaty udało mi się zobaczyć kilka różnych gatunków błonkówek szukających bądź opiekujących się gniazdem.
![]() |
![]() |
![]() |
Pozostając przy skansenie warto jeszcze wspomnieć, że na jego terenie znajduje się bardzo ciekawa część poświęcona historii bartnictwa i pszczelarstwa. Znajduje się w niej kilka uli z różnych epok oraz tablica opisująca rozwój hodowli pszczół na terenie naszego kraju.
![]() |
![]() |
![]() |
| Jeżeli podoba Ci się ten wpis… | …postaw mi kawę! Dziękuję serdecznie 😉 |





















