4 marca 2025

14 thoughts on “Ś-word

  1. No niezła ś…. nostalgia. Ale czemu pan Ś wywołał takie wspomnienia? Nie wiem, ale co fakt to fakt. Działo się w dzieciństwie. A gdzie by ono się nie odbywało, to prawie zawsze wspomina się je jako dobry, albo wręcz najlepszy czas życia… „Those were the days of our life” jak to kiedyś śpiewał Freddie M…
    Natomiast aby jak najszybciej trochę zaleczyć ś-efekt polecam szybko założyć akwarium! 🙂

    1. Spoko luz 🙂 Pewnie dzisiaj taki mood, bo nie ma nic do oglądania o tej porze roku i nic nie rozprasza. Freddiego dobrze, że przypomniałeś, bo muszę film o nim obejrzeć. A akwa to nie wiem czy jeszcze dam radę odpalić – nie ma już gdzie łowić za bardzo. Na Zdrowiu najwyżej kaczkę można złowić 🙂

    1. Dobra wiadomość jest taka, że od środy ma być słońce! A ja jestem zły na siebie, bo zapomniałem, że dzisiaj był dzień otwarty w Botaniku i można się było z wycieczką przespacerować…

      1. To raczej był bieg po zdrowie a nie spacer .Wszystko trwało ok 1,5 godziny.Dla mnie zdecydowanie za krótko.I miało być również udostępnione zaplecze ogrodu ale niestety nic z tego.

  2. Każdego roku obiecuję sobie, że pojadę nie nad Biebrzę, ale do Biebrzy i powłóczę się po starych kątach. Niestety na obiecankach się kończy, gdyż zawsze brakuje czasu:( Co zaś tyczy zimy, to dobrze wiesz, że lubię, ale taką ze śniegiem właśnie i mrozem, a nie błotem i samobójczą ciemnością za oknem. Na szczęście już niedługo wyjazd na żubry, a potem dzień będzie stawał się coraz dłuższy:)

    1. Ja mam łatwiej, bo od urodzenia mieszkam w tym samym mieście 🙂 Ale i tak jest pełno takich miejsc, w których ostatni raz byłem w podstawówce.
      Żubrów oczywiście zazdroszczę, choć jak Was znam, to będziecie wstawać o trzeciej rano i siedzieć w jakiejś budce przy -50C 🙂 To ja wolę pokibicować, a potem zachwycić się zdjęciami, które zrobicie 🙂

  3. Zima w mieście jest funta kłaków niewarta. Dla mnie śnieg i lód to problem. Do wielkiego mrozu podobno można przyzwyczaić się, o czym dowiedziałam się niedawno z książki „Alaska. Świat według reportera” Piotra Kraśko.
    Z całej fotorelacji moją uwagę przyciągnęła abstrakcyjna kompozycja na stawie.

    1. Jako dziecko oczywiście bardzo lubiłem zimę. Ale to było dawno temu 🙂 Teraz nienawidzę serdecznie ciemności, mrozu i braku życia za oknem. A jak jest ś-word w mieści i połączy się z pięknym smogiem z kominów oszczędnych rodaków palących śmieci, to już w ogóle jest pięknie.

  4. Grzegorz,
    czytając Twój wczorajszy wpis, przyszedł mi na myśl pewien cytat: „umysły podróżników dzielą się na dwa rodzaje: jedne dlatego, aby wzruszenia i ciekawości doświadczyć, a z kolei czytelnikom ich udzielić, potrzebują widoku rzeczy rzadkich, ogromnych, nowością lub wspaniałością swoją uderzających wyobraźnię, porównać zaś je można do wód leniwych, które przez silne tylko uderzenia w ruch wprawionemi być mogą. Umysły zaś drugiego rodzaju w otoczeniu na pozór najzwyklejszem i powszedniem, wśród zjawisk, które innym wydają się stare i nieme, wynajdują i krzeszą dla myśli i dla fantazyi obfite źródła wiedzy i piękności. Są to instrumenty o strunach licznych i tak wysubtelnionych, że najlżejsze dotknięcie wystarcza, aby śpiewały” (E. Orzeszkowa: Przedmowa do książki pt. „Dolinami rzek. Opis podróży wzdłuż Niemna, Wisły, Bugu i Biebrzy” autorstwa Z. Glogera).

    1. Dzięki za piękny cytat 🙂 Czyli, uważasz, że ja jestem ten umysł, który umie lać wodę, w ilościach nieograniczonych i na każdy temat? To dla mnie wielki komplement – serio 🙂 Mam tak od dzieciństwa, lubię to i lanie wody, czy też jak to nazywał Niziurski 'wpuszczanie w dryf’, nie raz uratowało mi skórę przy tablicy. Na studiach zresztą też 🙂 A teraz trening w laniu również uważam za bardzo ważny i pożyteczny 🙂

      A tak na serio – jesteś fanem leśnych kopytnych – widziałeś filmy z tym gigantycznym stadem na Węgrzech?

      1. To, o czym wspomniałeś we wpisie jest nierozerwalną częścią wnikliwego spojrzenia na otaczające nas procesy. Umiesz pisać ładnie o tym, czego nie lubisz, starając się w tym nielubianym doceniać to, co polubić można. Umiesz docenić niepozorne piękno błahych rzeczy. Jeśli czytałeś Glogera – będziesz wiedzieć, o czym piszę.

        Skąd pewność, że jestem fanem kopytnych? Poza przypadkowymi spotkaniami w terenie objętym pracą, nie mam z nimi wiele wspólnego. Raz do roku pojadę posłuchać rykowiska, czasem przez drogę przebiegnie chmara jeleni (choć bez porównania mniej liczebna od widzianej w materiale filmowym z Węgier), czasem w lesie mignie niczym zjawa albinotyczny daniel. Tyle.

  5. Też mi się jakoś, przy czytaniu, przypomniały się niektóre miejsca z dzieciństwa i ich ówczesny urok.
    A zimę zawsze lubiłam i lubię – byle była z tym, zawsze przeze mnie wyczekiwanym, ś-wordem 🙂 Inaczej jest szaro, buro i ponuro 🙁

    1. Nostalgia to w małych ilościach dobra rzecz 🙂 Zimę z dzieciństwa wspominam w samych superlatywach. Chociaż pamiętam jeden szokujący moment. Pani w zerówce wyszła z nami na boisko, wzięliśmy do szklanki garść bielutkiego ś-worda, a potem czekaliśmy w klasie jak się roztopi. Roztopił się i powstała ohydna, czarna breja. Życie już nigdy nie było takie samo 🙂

Comments are closed.