Pod nadgryzionym Słońcem

Coroczne wielkie święto – pierwszy spacer w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi. Przywitanie z ulubionymi miejscami, spotkania z przyjaciółmi i pierwszymi zwierzakami w kolejnym sezonie. Dzisiaj połączona z dodatkową atrakcją – częściowym zaćmieniem Słońca. Zaczynamy sezon 2025!

Dzięki korzystnemu ułożeniu kalendarza, w tym roku Łódzki Ogród Botaniczny otworzył swoje podwoje już 29 marca w sobotę. I chwała mu za to! Chwyciłem za aparat i wybrałem się na pierwszy w sezonie spacer. Wiosna w tym roku rozwija się skokami – raz niemrawo, raz z przyspieszeniem. To pierwsze spowodowało, że wciąż dominującym kolorem jest brąz. To drugie – że przekwitło już trochę gatunków, między innymi przebiśniegi, oczary i wawrzynki. Najważniejsze jednak, że pogoda dopisała i można było odwiedzić stare kąty i ścieżki.

Owadów nie było na razie zbyt wiele. Obudziły się już klecanki i powoli zaczęły krzątać się wokół miejsc gniazdowania, czyli głównie na domkach dla owadów. Ich powierzchnia dobrze chłonie promienie słoneczne i szybko się nagrzewa, nagrzewają się na niej również siedzące owady. W okolicach domków latało już trochę innych błonkówek – głównie niezawodne trzmiele i pszczoły – trochę much i wiosenne gatunki motyli, czyli cytrynki i rusałki. A na ziemi dominowały, jak zawsze wczesną wiosną, kowale bezskrzydłe. Nie jest to może dużo, ale podczas pierwszej wizyty w sezonie nikt nie spodziewa się spotkania nowych gatunków, ani jakichś niezwykłych wydarzeń. Ta wizyta to jak odwiedziny u starego przyjaciela, z którym człowiek tylko wymienia uścisk dłoni, wiedząc że w kolejnych tygodniach i miesiącach spotkają się jeszcze nie raz.

Zachwycony możliwością ponownego spotkania z tym starym przyjacielem spacerowałem ponad trzy godziny. W tym czasie zdążyłem obejść wszystkie ulubione miejsca wyglądające jeszcze pustawo po minionej zimie. Zaliczyłem stawy, laski, górki oraz oczywiście domki dla owadów. Po drodze spotkałem sporo innych zwiedzających, w tym kilku znajomych. Wszystkich nas łączyło uczucie wielkiej radości, że znów możemy się tu spotkać. Każdy snuł plany co spotka i sfotografuje w nadchodzącym sezonie. Wracając jednak do przyrodniczego sedna – oprócz kwiatów i owadów w oczy rzucały się także ptaki. Udało mi się spotkać dwa ciekawe gatunki. Pierwszym z nich był bażant zwyczajny (Phasianus colchicus), który nie jest szczególnie rzadki w Botaniku, ale w czasie cieplejszych miesięcy siedzi ukryty w krzakach i można go tylko usłyszeć. Wczesną wiosną, kiedy nie ma jeszcze liści, widać go z dużej odległości. Trudno go podejść, bo jest niezwykle nieufny, no chyba że ma się obiektyw 3000mm. Nawet wtedy nie jest to trywialne, ptaszysko przeważnie chowa się w trawie i szybko porusza. Podobne problemy sprawia przepiękny dzięcioł zielony (Picus viridis), również popularny w Botaniku. Poza ubarwieniem o niezwykłej barwie, ten sympatyczny ptak charakteryzuje się jeszcze jedną ciekawą cechą. W odróżnieniu od większości innych gatunków dzięciołów, ten często przebywa na ziemi. Ma w Ogrodzie kilka ulubionych rejonów, w których szuka pokarmu wśród traw albo biega po alejkach. Bardzo często dzięcioły zielone poruszają się w większej grupie i jest to naprawdę niezwykły widok. Ponieważ, jak napisałem wcześniej, te ptaki siedzą głównie na ziemi, ja sfotografowałem go na drzewie.

Zaćmienia Słońca nie są wcale tak rzadkie, jak to się większości ludzi wydaje. Mówię oczywiście o widocznych z terenu naszego kraju zaćmieniach częściowych, bo całkowite to zupełnie inna historia. Dość powiedzieć, że w samym tylko XXI wieku mieliśmy już dziesięć wydarzeń tego rodzaju. Kolejne z nich będzie miało miejsce 12 sierpnia 2026 roku i warto na nie zwrócić uwagę. Będzie to zaćmienie całkowite widoczne w Europie, a konkretnie w Hiszpanii, jeżeli więc ktoś planuje wakacje w tym kraju, warto połączyć przyjemne z pożytecznym. Wracając jednak do dnia dzisiejszego. Pogoda dopisała, zjawisko można było fotografować bez większych problemów. Przy tej okazji jak zawsze przypomnienie – nigdy nie należy patrzeć bezpośrednio na Słońce, bez odpowiedniego filtra. Jak mówi stare przysłowie – na Słońce przez teleskop bez osłony można spojrzeć dwa razy – raz lewym okiem, raz prawym. Ja zdjęcia robiłem tradycyjnie przez folię Baadera, co jest rozwiązaniem bardzo tanim, ale w zupełności wystarczającym. W Łodzi Księżyc zasłonił w maksimum 16,8% tarczy naszej gwiazdy. Nie jest to może bardzo dużo, ale zaćmienie to zawsze zaćmienie i warto było je zobaczyć i sfotografować po raz kolejny.


Jeżeli podoba Ci się ten wpis… Postaw mi kawę na buycoffee.to …postaw mi kawę! Dziękuję serdecznie 😉

 

Dodaj komentarz