cze 092018
 
W ciągu ostatnich kilkunastu dni udało mi się zgromadzić naprawdę sporo materiałów – zdjęć i pomysłów – na kolejne wpisy na tej stronie. Niestety, permanentny brak czasu, splot okoliczności i zwykła chęć bycia w Ogrodzie, zamiast w domu, sprawiły że  niczego nie napisałem. Dzisiaj odrabiam część zaległości.

Tydzień był bardzo kiepski, nie było się z czego cieszyć, ogólnie rzecz mówiąc. Spacery też musiałem ograniczyć, siłą rzeczy został mi balkon, jako platforma kontaktu z przyrodą. Na wiosnę zachowałem się jak rasowy “ogrodnik”, czyli nakupowałem dużo torebek z różnymi nasionami, a następnie pomieszałem ich zawartość i wsypałem do różnych pojemników. Kto by się przejmował jakimiś odległościami przy wkładaniu nasion do skrzynek, albo czasem, kiedy należy to robić. Ważne, żeby wszystkiego było dużo, a natura sama da sobie radę. W moim przypadku faktycznie tak było i mam teraz apogeum wzrostu i kwitnienia różnych roślin. Oczywiście, nie mam pojęcia, jakie to gatunki (no, może poza maciejką), wsypywałem wszystko, co miałem pod ręką. W dodatku przeważnie kupowałem mieszanki w stylu – “Japoński ogród” czy “Kwiaty przyciągające motyle“. Ważne, że wyrosły, zakwitły i są ładne. Leżak na balkonie, książka w ręku, błękit na niebie – tak wygląda idealna recepta na spędzenie czasu, kiedy trzeba zostać w domu.

Bujny rozwój roślin oraz domek dla owadów przyciągają na mój balkon liczne bezkręgowce. Jako jedne z pierwszych pojawiły się motyle z rodziny miernikowców (Geometridae) i to w postaci gąsienic. Po jakimś czasie nastąpił wysyp osobników dorosłych. Nagrzane, białe ściany balkonu upodobały sobie pająki kilku gatunków, wszystkie z rodziny skakunów (Salticidae). Biegają od ściany do parapetu wypatrując ofiar i jak zawsze chętnie przy tym pozując. Niestety, ze względu na niewielkie wymiary są wymagającym przeciwnikiem fotografa. Na roślinach pojawiają się pluskwiaki, widziałem kilka chrząszczy i oczywiście liczne gatunki muchówek. Jednak najciekawsze są okolice domku dla owadów. Po fali murarek (Osmia rufa) przyszła pora na kilka gatunków os. Część z nich jest sporych rozmiarów (np. Ancistrocerus z podrodziny Eumeninae), większość to drobnica (choćby przedstawicielki rodzaju Psenulus). Jedne i drugie stwarzają wspaniałe w obserwacji widowisko – murują komórki, czyszczą, przynoszą materiał budowlany. Jednak najciekawsza jest obserwacja os wracających z ofiarami, które znoszą dla swoich larw. Szczególne uznanie w moich oczach zdobyły właśnie małe przedstawicielki rodzaju Psenulus, które polują na mszyce (których z kolei ja serdecznie nie cierpię). Oprócz os, goszczę często małe pszczoły z rodzaju Lasioglossum, które odwiedzają część kwitnących roślin. Tam gdzie jedne owady budują lepsze jutro dla swoich potomków, inne starają się je popsuć. Domek dla owadów przyciąga liczne pasożyty – niektóre są naprawdę ładne, jak choćby różnokolorowe i metalicznie błyszczące złotolitki (Chrysidoidea). I tak to się właśnie toczy – jeden mały balkon, a tyle emocji i dramatów wokoło. Miejsce, dzięki któremu mogę naprawdę odpocząć, uspokoić nerwy i poznać wiele ciekawych historii najmniejszych mieszkańców naszej okolicy.

 

  9 komentarzy to “Sublokatorzy”

  1. O rety, jak ja Ci zazdroszczę balkonu. Nie dość, że masz tyle fajnych kwiatków, to jeszcze te wszystkie robaczki. Echhh, szczęściarz. 🙂

    • Nie ma nic za darmo 🙂 Przez kilka lat miałem podobny balkon, jak większość mieszkańców bloku – antena satelitarna plus rupieciarnia. Ale jakiś czas temu zmobilizowałem się i postanowiłem zrobić z niego coś bardziej zielonego. I udało się, a ja już sobie nie wyobrażam, żebym nie miał na nim zieleni i bandy bezkręgowców 🙂

      • Czytam wszystkie Twoje wpisy, więc wiem, że się przy tym narobiłeś. Też bym się chętnie narobiła, gdybym jakiś balkon miała. Niestety, mam wyłącznie okno balkonowe, a za nim tylko barierka. 😉

        • To może chociaż jakaś konstrukcja na skrzynki na tej barierce? Każdy kawałek ziemi przyciągnie jakieś owady. Albo małe conieco w domu? Mrówkarium? Małe terrarium z chrząszczami? Coś na przetrwanie zimy.

          • Skrzynki kiedyś były i kwiatki też. Przyciągnęły tylko tony mszyc, a za nimi stado mrówek, które w mieszkaniu usiłowały założyć mi mrowisko. O nie, nigdy więcej. 🙁
            Robaczki bardzo lubię, ale w ich naturalnym środowisku, w domu wolę jednak być sama. 😉

  2. I to jest prawdziwa miłość do przyrody.A jak przyjemnie odpocząć w takich warunkach.Gratuluję.

    • Dokładnie tak 🙂 Nie ma nic przyjemniejszego bo ciężkim dniu pracy, niż wieczorny spokój na wśród balkonowej przyrody. A jak zacznie kwitnąć maciejka, to już w ogóle ideał.

  3. No lilie ładniutko kwitną 🙂

Sorry, the comment form is closed at this time.