Cze 152016
 
w-head Środa, już bliżej do weekendu, niż dalej. Letnie powietrze, słoneczna pogoda, popołudniowy spokój. Dziś przyszła pora na całkowity, ważkowy chill-out w Łódzkim Ogrodzie Botanicznym. Przy tej okazji kilka uwag na temat samej techniki fotografowania owadów, skali trudności oraz wyjaśnienie, dlaczego każdy trzmiel jest moim wrogiem.

W Łódzkim Ogrodzie Botanicznym jest wiele stawów i oczek wodnych. Większe, mniejsze, otwarte, zarośnięte trzcinami, śródleśne i otoczone łąkami. Wokół nich płynie kilka małych strumyków, w okolicy są też rowy z wodą, po deszczach tworzą się lokalne rozlewiska. Nic więc dziwnego, że taka okolica jest rajem dla ważek. W Ogrodzie sfotografowałem prawie trzydzieści gatunków tych owadów, w tym tak egzotyczne, jak na przykład lecicha południowa (Orthetrum brunneum).
Jedną z moich wiosennych ulubienic jest ważka czteroplama (Libellula quadrimaculata), która w ostatnich tygodniach zdecydowanie zdominowała okolice stawów. Ta duża ważka nie jest może tak kolorowa, jak późniejsze gatunki, za to jest bardzo wdzięcznym obiektem obserwacji i idealnym modelem dla każdego zaczynającego przygodę z fotografią przyrody. Ze względu na wielkość łatwo jest ją zauważyć i śledzić w locie. Ważka czteroplama przejawia silne zachowania terytorialne – bierze w posiadanie pewien obszar wokół stawu i regularnie go patroluje, co chwila wdając się w bójki z innymi przedstawicielami swojego i innych gatunków. Często też przysiada wybierając wysoko położone trzciny czy gałązki. Nie jest nerwowa – można bez trudu podejść do niej na odpowiednią odległość i zrobić zdjęcia. Na mojej skali trudności fotografowania owadów ważka czteroplama zajmuje jedno z najniższych miejsc.

w6 w1 w4

Oczywiście, zdjęcia nawet najspokojniejszego owada nie zrobią się same – trzeba trzymać się kilku prostych zasad. Nie ubierać się w jaskrawe kolory. Nie robić gwałtownych ruchów. Nie polewać się perfumami (serio – owady bardzo źle reagują na smugę chemicznych oparów). Nie nosić ze sobą włączonego radia. I przede wszystkim być bardzo cierpliwym. Fotografując owady od kilku lat zauważyłem jedną rzecz – najgłupsze, co możemy zrobić, to gonić za na przykład motylem. O wiele lepiej jest stanąć w miejscu i śledzić go wzrokiem, przewidując gdzie może polecieć. A jeszcze lepiej znaleźć miejsce, do którego przyleci on sam, albo jakiś inny osobnik. Takimi miejscami są kępy kwiatów, a dla ważek wysokie gałązki czy trzciny. Wystarczy poobserwować gdzie siadają te owady, wybrać sobie odpowiednie miejsce i poczekać. Ważki na pewno wrócą do niego prędzej czy później.

w3 w10 w5

Brak czasu jest czymś, co całkowicie rujnuje robienie zdjęć przyrodniczych. Dlatego nie lubię fotografować po pracy, kiedy mam tylko godzinę czy półtorej. Lubię za to weekendy, kiedy mogę wyjść w teren na 3-4 godziny i nie spiesząc się znaleźć ciekawe miejsca, bezkręgowce, sytuacje… Jeżeli będzie się mijało jakieś miejsce szybkim krokiem, nie zauważy się w nim nic. Wystarczy jednak ukucnąć sobie przy takim pozornie pustym miejscu, przyzwyczaić wzrok i pozostać tak przez minutę-dwie i nagle otwiera się przed nami świat, którego wcześniej nie dostrzegliśmy. Pająki siedzące w różnych pozach i miejscach, motyle nocne, chrząszcze i pluskwiaki, po chwili przelatujące muchówki i błonkówki. Każde kolejne spojrzenie odkrywa coś nowego w miejscach, które przed sekundą wydawały się zupełnie puste. Wracając do braku czasu – jeżeli się spieszymy warto wybrać jedno miejsce i na nim się skupić, zamiast bezcelowo biec od jednego do drugiego, zostając w końcu z niczym. I jeszcze słowo o trzmielach – oczywiście żartowałem na początku – bardzo lubię trzmiele, ale jednocześnie są dla mnie ciężkimi, fotograficznymi przeciwnikami. Znajdują się na absolutnym szczycie skali trudności. Niby są duże, niby poruszają się dość wolno, nie wykonują gwałtownych manewrów, ale… za nic w świecie nie mogę robić im dobrych zdjęć w sposób powtarzalny. Losowo – owszem – raz na jakiś czas uda mi się fajne zdjęcie trzmiela, ale bardziej przez przypadek. Trzmiele kpią sobie z głębi ostrości, poruszają się w sposób doskonale losowy, a w dodatku przeważnie korzystają z kwiatów, które swoją budową utrudniają zrobienie dobrego zdjęcia. I właśnie dlatego ich nie lubię, mimo że bardzo je lubię. Na zakończenie kilka ujęć mojej nowej ulubienicy z Ogrodu – zalotki większej (Leucorrhinia pectoralis). Ten gatunek jest mniejszy i bardziej ostrożny od ważki czteroplamej, ale przy odrobinie cierpliwości i szczęścia również daje się ładnie sfotografować.

w7 w9 w8

  8 komentarzy to “Stan (nie)ważkości”

  1. Bardzo trafne uwagi. Mi zawsze makro fotografia kojarzyła się ze zbieraniem grzybów – jak już znajdziesz jednego, zatrzymasz się przy nim, przykucniesz, nagle spostrzegarz ich więcej. Podobnie mam w plenerze – jak już się zatrzymam przy jednym owadzie, nagle dostrzegam ich wokół siebie całą masę.
    Co do trzmielow – faktycznie wchodzą do kwiatów o kielichowatym kształcie i znikają w nich. Mi udało się spotkać dwa razy jakieś wymeczone, słabe osobniki i zrobić im zadowalające zdjęcie.

  2. I rarely see dragon flies here in Auckland, NZ. And those I do see are so tiny… Good shots Greg

  3. Jak słyszę ‚ważka’ to zawsze mam skojarzenie ;Waszka G’ 😉 https://www.youtube.com/watch?v=lmodyv8NfbA
    Dobre foty. Dobrze wydane pieniądze na aparat 😉

  4. Fajnie, że dzielisz się swoimi doświadczeniami dot. fotografowania owadów. Większość zasad jest mi znana. Tylko przeważnie brakuje mi cierpliwości i fizycznej siły, aby stać/kucać nieruchomo przez długi czas i czekać na ewentualny kontakt z fruwającymi owadami. Niedawno chciałam upolować lecichę pospolitą. Latała w Ogrodzie Botanicznym Myślęcinek. Co chwilę siadała na ścieżce. Gdy próbowałam do niej podejść, to uciekała i w końcu odleciała nad staw.
    Jak chodzi o ubrania do fotografowania, to nie zwracam większej uwagi na kolory. Nie zauważyłam, żeby owady uciekały bardziej od żywych barw. Niedawno zrobiłam swoje najlepsze zdjęcie łątek dzieweczek, gdy byłam ubrana w czerwony sweterek 🙂

    • Z tym podchodzeniem owadów to trzeba być jak modliszka 🙂 Autentycznie – ja robię takie trochę szarpane, chaotyczne ruchy i to pomaga. Tym co powiedzą inni goście Ogrodu na mój widok już dawno przestałem się przejmować 🙂 Natomiast jeżeli długo gdzieś kucam i potem gwałtownie wstaję, to mam klasyczny, lotniczy black-out. Krew odpływa mi z głowy i wzrok mi się wyłącza na kilka sekund.

      • Następnym razem wypróbuję chaotyczne ruchy na łące 😉
        Gdy wstaję z pozycji kucającej/klęczącej szumi i kręci mi się w głowie przez moment. Najgorzej jest, gdy jestem głodna.

 Leave a Reply

(required)

(required)