Kwi 182016
 
20160417-head Jak to już pisałem rok temu, Grabia to mała rzeka przepływająca w pobliżu Łodzi. Czysta, meandrująca, urokliwa i pełna ciekawych ssaków, ptaków, ryb i przede wszystkim bezkręgowców. Jej nazwa pochodzi zapewne od licznie rosnących w okolicy grabów. Mnie jednak kojarzy się bardziej z grabiami.

Po cudzie sobotnim nastąpił cud niedzielny – pogoda stała się jeszcze ładniejsza, niebo czyste i zachęcające do wyjścia z domu. Postanowiliśmy więc zainicjować sezon i wybrać się na działkę położoną nad Grabią. Wziąłem ze sobą aparat i silne postanowienie. Będę robił zdjęcia, dużo zdjęć! – pomyślałem. Była to myśl naiwna i nijak mająca się do rzeczywistości. Na miejscu zastaliśmy to, co zostawiliśmy jesienią, czyli całe tony liści. Punkt pierwszy inauguracji każdego sezonu to prace ręczne z grabiami, czyli dendrologia stosowana. Entuzjazmu nam nie brakowało. Po kilku godzinach pracy udało się zgrabić liście z około dwóch trzecich terenu. Przy okazji zrobiłem trochę porządku w składziku z narzędziami, obejrzałem skalniak i zasadzony przeze mnie miłorząb (Ginkgo Biloba). Czas mijał szybko i pracowicie. Michał zasygnalizował przerwę obiadową, zjedliśmy obiad na tarasie, po raz pierwszy w tym roku ciesząc się świeżym powietrzem i widokiem na las i rzekę. Przy okazji mieliśmy też widok na zawieszoną jesienią budkę dla ptaków. Mój syn twierdził, że “wprowadził się do niej czerwony ptak”, ale obserwacje nie potwierdziły tej informacji. Być może faktycznie będziemy mieli lokatora, a czerwony ptak kojarzy mi się z rudzikiem (Erithacus rubecula), których w okolicy jest wiele. W ogóle teren wokół działki pełen jest dość egzotycznych dla mnie ptaków, a największe wrażenie zrobiło na mnie w zeszłym sezonie lądowanie dudka (Upupa epops) może ze dwa metry od stołu na tarasie. Po skończonym posiłku nadszedł czas na dalsze prace z grabiami. Pogoda zaczęła się tradycyjnie psuć i trzeba było wracać. W ostatniej chwili zrobiłem dosłownie dwa zdjęcia i pierwszy dzień na działce można było uznać za zakończony. Dodam na koniec, że nawet nie wyciągnąłem Canona – zdjęcia znowu zrobiłem komórką. Ohyda.

20160417-2 20160417-1

 Leave a Reply

(required)

(required)