Cze 262016
 
20160625-head Lubię upał i dygresje. Dzisiaj będzie o jednym i drugim. Dodatkowo fala upałów wywoła falę nostalgii za muzyką lat osiemdziesiątych i moim wciąż ulubionym serialem Miami Vice. Żeby jednak nie zaniedbywać przyrody, pojawi się dużo ważek. A Grabia będzie rywalizować z Łódzkim Ogrodem Botanicznym.

Zacznijmy od początku, czyli od końca. „Feel the Heat” to angielski zwrot oznaczający mniej więcej wpadnięcie w… kłopoty. Jednocześnie taki tytuł nosi piosenka niejakiego Jeana Beauvoira, która była częścią soundracku Miami Vice. W ciągu ostatnich dni mieliśmy falę nieprawdopodobnych upałów. Żar wysmażał ziemię, zapierał dech i odbierał ludziom chęć do wyjścia z domu. Mnie nie. Kocham upały, nienawidzę zimy i ciemności. Dodatkowo upał wywołuje u mnie skojarzenia z Miami Vice. Miałem szczęście dorastać w czasie pierwszej emisji w naszym kraju tego kultowego serialu. Dookoła ciągle panował socjalizm, kartki, małe Fiaty były szczytem marzeń. A na ekranie czarne Ferrari Daytona Spyder 365 GTS/4 i białe Ferrari Testarossa, sportowe łodzie, helikoptery i nocne panoramy wieżowców Miami. Plaże pełne kobiet w bikini, t-shirty pod pastelowymi marynarkami, mokasyny noszone bez skarpetek i przeciwsłoneczne Ray-Bany. No i przede wszystkim genialna muzyka idealnie wkomponowana w akcję. Dzięsiątki wspaniałych wykonawców z lat osiemdziesiątych. Legendarne wykonania, choćby „In the Air Tonight” Phila Collinsa z nocną jazdą Daytoną w tle czy „You Belong to the City” Glenna Freya z migawkami nocnego Miami. Perła i ikona, nigdy nie było serialu, który oddawałby bardziej klimat tamtych czasów. Wracając jednak do rzeczywistości – jak wspomniałem upały nieodmiennie kojarzą mi się z Miami Vice i tak też było tym razem. Kiedy inni dyszeli i pomstowali w domach, ja założyłem tenisówki (bez skarpetek, a jakże), długie spodnie i t-shirt, zabrałem kapelusz i aparat i udałem się na łąki otaczające rzekę Grabię. Tym razem upał postanowił przetestować mnie gruntownie. Łąka trzeszczała i chrzęściła pod naporem fal żaru. Wszystko było suche i pastelowe. Nawet zwykle spragnione upału owady tym razem miały dość. Po kilkunastu minutach chodzenia zauważyłem, że zaczynam mieć lekkie omamy wzrokowe, obraz mi się rozmywa i nie ostrzy. Dodatkowo zacząłem obawiać się o aparat, który nagrzał się do całkiem absurdalnej temperatury i zaczął mnie parzyć w ręce.

20160625-02 20160625-01 20160625-03

Postanowiłem trochę ochłodzić atmosferę. Niedaleko młyna skręciłem nad rzekę. Miejsce jest piękne, młyn drewniany i stary. W okolicy rosną gigantyczne graby tworząc szczelny parasol chroniący przed słońcem. Doszedłem do wody i nie namyślając się długo wszedłem do niej, tak jak stałem. Jak się okazało, była to słuszna decyzja. Po pierwsze – od razu się miło schłodziłem. Po drugie – zarośla przy brzegach pełne były ważek naszych dwóch najładniejszych gatunków – świtezianki błyszczącej (Calopteryx splendens) i świtezianki dziewicy (Calopteryx virgo). Brodziłem sobie w płytkiej, chłodnej wodzie, fotografowałem świtezianki, zachwycałem widokami młyna i drzew. W pewnym momencie zauważyłem większą ważkę, która przysiadła na roślinach trochę dalej od wody. Zacząłem podchody z robieniem zdjęć, zależało mi na dobrych zdjęciach, ponieważ wydawało mi się, że to gatunek, którego do tej pory nie spotkałem. I faktycznie – była to gadziogłówka pospolita (Gomphus vulgatissimus), owad którego nigdy jeszcze nie widziałem. Ważka nie była specjalnie płochliwa,w dodatku na moich oczach złapała chyba chruścika, którego zaczęła zjadać siedząc w bardzo dobrej do zdjęć pozycji. Czas mijał, trzeba było wracać. Wypełzłem z rzeki i przez rozpalone łąki, nucąc sobie pod nosem Crockett’s Theme, wróciłem do bazy.

20160625-05 20160625-06 20160625-04
20160625-08 20160625-07 g1

Ten tydzień był wyjątkowo owocny. Poza udanymi połowami nad Grabią, udało mi się kilka razy odwiedzić Łódzki Ogród Botaniczny. I to z sukcesem. Kilka dni temu robiłem zdjęcia bardzo ładnych, mniejszych ważek – oczobarwnic (Erythromma). Charakteryzują się one przede wszystkim pięknymi oczami w kolorze czerwonym. Do tej pory w Ogrodzie widziałem jedynie oczobarwnice większą (Erythromma najas), tym razem przyjąłem, że to ją fotografuję. Wiadomo, na małym wyświetlaczu aparatu nie widać zbyt wielu szczegółów, tym bardziej w ostrym słońcu. W domu przeglądałem zdjęcia i – bingo! – sfotografowałem dwa róże gatunki – oczobarwnice większą (Erythromma najas) i oczobarwnice mniejszą (Erythromma viridulum), której jeszcze nigdy nie widziałem. Różnica między nimi jest łatwo zauważalna – ósmy segment odwłoka jest całkowicie czarny u E.najas, natomiast u E.viridulum zaczerniony tylko w pewnej części. Dwa nowe dla mnie gatunki ważek w ciągu zaledwie kilku dni. Oby lato dalej było równie udane.

o2 20160625-09 o1

  3 komentarze to “Feel the Heat”

  1. Ten stary młyn jest prześliczny, a ważki bardzo ciekawe 🙂 Fajnie, że lubisz upały. Ja wolę temperaturę do 28’C.

    • Młyn jest rewelacyjny. I cała okolica też – stawy, wielkie drzewa, no i rzeka Grabia. Jak będę miał okazję, to może zrobię jakiś wpis o samym młynie i okolicy.

  2. Chętnie zobaczę 🙂

 Leave a Reply

(required)

(required)