Cze 202016
 
20160619-head Béton brut – surowy beton, szary, chropowaty, twardy. Podstawowy materiał brutalizmu, kierunku architektury, na którym, świadomie lub nie, wzorowali się projektanci socjalistycznych osiedli mieszkaniowych. Wydawać by się mogło, że nie ma nic bardziej odległego od przyrody i kontaktów z nią, niż takie betonowe osiedle.

Zamieszkałem na takim osiedlu dokładnie 36 lat lemu. To było jak wyprawa na Marsa. Całkowicie płaski teren, na którym nie było nic poza pionowymi klocami jedenastopiętrowców. Miasto dopiero wchłaniało pobliskie tereny niszcząc wszystko na swojej drodze, wypluwając beton, glinę i asfalt. Marzenie Le Corbusiera. Pamiętam pierwszą jesień w moim nowym domu – nieustanne ulewy od października, jeziora wody tworzące się na gliniastym podłożu. I ani jednego drzewa w promieniu kilkuset metrów. Ani jednego krzaka. Nawet chwastów nie było – poległy zmielone gąsiennicami wszędzie jeżdżących koparek i spychaczy. Patrząc na ten krajobraz trudno było sobie wyobrazić, że kiedykolwiek może stać się oazą zieleni. Na horyzoncie świtała jednak nadzieja – i to dosłownie. Patrząc z okien mojego bloku na horyzont widziało się całe połacie lasów, łąk, nawet kawałek pola. A zaraz obok fragment Łódzkiego Ogrodu Botanicznego – miejsca, które od dzieciństwa przyciągało mnie z magiczną siłą i związało ze sobą na długie lata. Kawałek nieba widoczny z okna oferował niezapomniane widowiska – krwawe zachodu słońca, chmury prześwietlone promieniami, poranne mgły, ulewy i błyskawice. A w nocy gwiazdy i planety, a raz nawet najprawdziwszą, doskonale widoczną gołym okiem kometę.

20160619-09 20160619-07 20160619-08

Lata mijały, plac budowy stopniowo przesuwał się dalej, by zniknąć w końcu zupełnie. Pojawili się pionierzy – wielkie łopiany, rumianek, dziesiątki mniejszych gatunków roślin, które systematycznie zaczęły zdobywać i zmieniać gliniaste podłoże. Później przyszła pora na krzewy, ludzie zaczęli sadzić pierwsze drzewa. Lata przebiegły w sposób magiczny i dzisiaj, w którą stronę bym nie spojrzał, widzę zieleń. Drzewa sięgają już połowy wieżowców, wszędzie pełno kwiatów, krzewów, iglaków. A na horyzoncie wciąż widać połacie lasów, które oparły się ekspansji miasta. Osiedle przestało być szarą, betonową pustką, obrazą dla okolicy. Bo okolica jest równie ważna. To na szczęście nie centrum miasta, lecz przedmieścia. Pół kilometra do bramy Łódzkiego Ogrodu Botanicznego. Sześćset metrów do granicy łąki ze zdjęć poniżej. Nieco ponad kilometr do zielonych ostoi wokół łódzkiego lotniska. Wciąż miasto, ale idealne miejsce do przyrodniczych wypraw i to w bardzo różne środowiska.

20160619-04 20160619-06 20160619-05

Na łąkę wybraliśmy się wczoraj z moim synem, coraz mniej potencjalnym, młodym przyrodnikiem (Tato, przyroda jest nudna…). Wzięliśmy ze sobą piłkę, nie miałem więc zbyt wiele czasu na robienie zdjęć. Ale łąka jak zwykle zaparła mi dech. Zaczęło się właśnie królowanie rumianku, rumianek był wszędzie, rumianek wchodził w oczy swoimi biało-żółtymi kolorami, wbijał się w nos wonią miodu, oszałamiał. Połacie łąki usianej kolorowymi kwiatami, ciągnące się na wszystkie strony, pachnące wysuszoną ziemią i setkami gatunków roślin. Upał budujący w powietrzu szklaną, zniekształcającą obraz ścianę. Cykanie tysięcy świerszczy, wprawiające w drgania powietrze, tworzące puls upalnego, letniego dnia. A wszystko to pod kopułą błękitnego nieba wymalowanego bielą chmur. Kwintesencja lata. Pół kilometra od béton brut, który już dawno temu przestał być brut. Powiem wam szczerze – lubię mieszkać na moim betonowym osiedlu i nie zamieniłbym tego miejsca na nic innego.

20160619-01 20160619-02 20160619-03

  8 komentarzy to “Béton brut”

  1. Ja z kolei nie wyobrażam sobie mieszkania w mieście. Zwłaszcza dużym. Oczywiście dopóki rzeczywistość by mnie do tego nie zmusiła 😉 Fajnie, że na osiedlu macie dużo zieleni i że nieopodal jest las. W każdej chwili można znaleść się w zupełnie innym świecie 😉

    • Ja jestem człowiek (z) miasta 🙂 Czasem w weekendy i wakacje mieszkam trochę w domku w lesie i to jest ok, ale nie na stałe. Tak samo, jak nie mógłbym na stałe mieszkać w kamienicy w śródmieściu. A z mojego osiedla z każdej strony jest coś ciekawego – las, łąka, Ogród…

  2. O reeety, jak ja Ci zazdroszczę tej wspaniałej rumiankowej łąki. 🙂 Chciałabym mieszkać w takim miejscu. Niestety, mieszkam w samym centrum miasta, na małym (kompaktowym, rzec można) osiedlu, na szczęście mocno zadrzewionym, zakrzaczonym, a i zachwaszczonym też. 😉

    • Łąka jest nieziemska, przyznaję 🙂 Ale właściwie każdy kawałek ziemi można przerobić na bardziej przyjazny przyrodzie, nawet mały balkon. Najgorzej mieszkać w centrum, w kamienicy – wiem, bo mieszkałem tam, kiedy byłem dzieckiem. Najbliższy skrawek ziemi z roślinami był dwie przecznice dalej…

      • U nas chyba jednak jest więcej zieleni, nawet wśród starych kamienic w centrum. Co krok to jakiś skwerek.
        A cykanie tysięcy świerszczy musiało nieźle brzmieć. Nigdy jeszcze nie widziałam (ani pewnie nie słyszałam) tego owada. Tutaj tylko same konie i pasikonie, na razie jeszcze młode, więc nie cykają. 😉

  3. Dobrze, że Twoje osiedle po latach odżyło i się zazieleniło. Ja mam u siebie teraz coś odwrotnego – zabudowują mnie coraz bardziej z wszystkich stron. Już moje stare „miejscówki przyrodnicze” poszły w odstawkę. Teraz muszę wsiadać w samochód żeby znaleźć fragmenty niezabudowanych terenów.
    A ta Twoja rumiankowa łąką przepiękna!

  4. Piękne zdjęcia i wspaniała opowieść (masz talent pisarski) 🙂
    Gdyby demograficzne założenia dla Łodzi sprawdziły się, to pewnie nie byłoby teraz tej Twojej rumiankowej łąki 😉
    Też mieszkam na osiedlu, w bloku, ale to nie jest blokowisko, tylko patchwork składający się ze starych kamienic, domków jednorodzinnych i niskich bloków budowanych od końca lat 90-tych do dzisiaj. Na drugim krańcu osiedla stoją bloki i kilkanaście wieżowców z czasów PRL. Lubię tę menażerię 😉 W odległości 300 metrów ode mnie jest duży park ze stawami, gdzie często robię zdjęcia.

  5. Jakże poetycko….

 Leave a Reply

(required)

(required)