Wrz 172016
 
20160917-head Kto jest królem podwórka? Jak prawidłowo zjeść motyla? Dlaczego warto gapić się na ścianę? Na te pytania odpowie dzisiejszy wpis. Dodatkowo dowiemy się, jakie kwiaty warto obserwować w drugiej połowie września. Będzie też o malarstwie holenderskim i jednej odgryzionej głowie.

Prognozy zapowiadały weekendowe załamanie pogody. Postanowiłem je wyprzedzić i już od rana (rano – pora dnia zaczynająca się dla mnie w sobotę o 8, u znajomych fotografików przyrody ósemkę zamieniamy na czwórkę) udałem się na spacer do Łódzkiego Ogrodu Botanicznego. Dawno tu nie byłem, minął chyba miesiąc od ostatniego, porządnego spaceru. Wchodząc zastanawiałem się jak zwykle, czy i czym zaskoczy mnie Ogród dzisiaj? Zaczęło się dość standardowo – łąki, mało kwiatów, niewiele owadów. Piękna pogoda, z temperaturą w okolicach 20C i prześwitującym przez chmury słońcem. Jesienno-balsamiczne powietrze. Tu spotkałem parkę szablaków, tam relaksującą się na plecach muchę. Z pewnym zdziwieniem zatrzymałem się przy małym pluskwiaku siedzącym na gałązce. Jestem przekonany, że usłyszałem od niego wypowiedziane z wyrzutem zdanie – “No dobra, noszę maskę rodem z Gwiezdnych Wojen i siedzę na patyku do góry nogami. Co z tego? Czyż ludzie nie robią głupszych rzeczy?”. Od razu zrobiło mi się wstyd…

20160917-02 20160917-03 20160917-01

Po jakimś czasie doszedłem do rabaty obsypanej astrami (Aster dumosus) dosłownie rojącej się od wszelkich owadów. Czego tu nie było! Muchówki, trzmiele, pszczoły, motyle… a w pewnym momencie pojawił się on – prawdziwy król podwórka i tytułowy bohater dzisiejszego wpisu. Szerszeń europejski (Vespa crabro) – największy przedstawiciel naszych osowatych, owad budzący grozę wśród ludzi i bezkręgowców. Bardzo lubię oglądać polowanie szerszeni, a ten właśnie je rozpoczął. Podlatywał od kwiatu do kwiatu, zawisał na chwilę, a potem błyskawicznie atakował próbując schwytać ofiarę. Jeżeli akcja się nie udała, przelatywał kawałek dalej i powtarzał atak. Wszystko to odbywało się płynnie, precyzyjnie i… ładnie. Tak jest – ładnie! Polowanie szerszenia przypomina rodzaj hipnotycznego tańca tańczonego zakolami, półpętlami, z dynamicznymi, prostymi wektorami ataku i odejściem do kolejnych łagodnych zwrotów. Reakcja owadów na pojawienie się napastnika jest logiczna i niezwykła zarazem. Owady stosują taktykę obronną “na zdechłego chrząszcza” – kiedy zauważą zagrożenie, od razu sztywnieją, sprężynują i spadają na ziemię. Szerszenie polują na wszystko co siedzi na kwiatach i jest dostatecznie duże, by je zainteresować. Do tej pory widziałem jak ich ofiarami padały trzmiele, pszczoły, większe muchówki. Dzisiaj przeżyłem kolejne zaskoczenie. Szerszeń zniknął mi z oczu za kwiatkami, spadł na ziemię i zaczął szamotaninę – coś złapał. Podszedłem i ze zdumieniem zobaczyłem, że ofiarą jest rusałka pawik (Aglais io) – pierwszy raz w życiu widziałem motyla w roli ofiary. Dalsza część widowiska przypominała instruktaż, jak prawidłowo zjeść motyla. Od razu też skojarzyła mi się z klasycznym dziełem Rembrandta“Lekcja anatomii doktora Tulpa”, od którego pozwoliłem sobie wypożyczyć tytuł wpisu. Krok pierwszy – odgryźć głowę – logiczne, ofiara bez głowy jest mniej awanturująca się. Krok następny – odciąć skrzydła – są duże i niepotrzebne. Wreszcie krok kolejny – zjeść to, co zostało. Konsumpcja trwała krótko, po szybkim posiłku szerszeń wzbił się do lotu, chwilę pokrążył i po chwili złapał pszczołę – tym razem w locie. Niestety poleciał z nią na drzewo i tyle go widziałem. Same zdjęcia nie wyszły zbyt dobrze – biesiada odbyła się w cieniu, pod kwiatami. Obserwacja za to była rewelacyjna i na pewno na długo zapadnie mi w pamięci.

20160917-05 20160917-06 20160917-04

Nabrałem ochoty na kawę z mlekiem. Przy głównym wejściu do Ogrodu stoi taki fajny automat serwujący różne odmiany cappuccino, latte, etc. Ruszyłem w jego kierunku, po drodze przeglądając zawartość rabatek. Rusałka, rusałka, rusałka… na murze też rusałka… nie, zaraz! Na murze wcale nie siedziała rusałka, ale coś, co mnie po raz kolejny ożywiło. Był to osadnik megera (Lasiommata megera) – bardzo ładny motyl, a w dodatku wielka rzadkość w Ogrodzie. Szczerze mówiąc, do tej pory widziałem go tutaj raz, może dwa razy w ciągu kilkunastu lat obserwacji. Motyl był skłonny do współpracy. Dał sobie zrobić zdjęcia na murze (właściwie to nie zwykły mur, a fragment pięknej mozaiki przedstawiającej mapę Ogrodu), potem przeleciał na rabatki i pozował na różnych kwiatach. Kiedy już się znudził odleciał w siną dal. A ja kupiłem sobie obiecaną kawę, usiadłem na ławce przy wejściu i patrząc na panoramę Ogrodu pomyślałem, że dobrze jest mieć takie miejsce blisko domu.

20160917-08 20160917-07 20160917-09

  3 komentarze to “Lekcja anatomii doktora Crabro”

  1. Kurczę! Wylegujesz się do 8, a potem spacerkiem do Ogrodu. Oglądasz mrożące hemolimfę w naczyniach morderstwo, trzaskach świetne foty i jeszcze na dodatek masz pod ręką automat do kawy! To ja chyba podziękuję ptakom i ssakom i też zacznę fotografować owady!

    • Cóż, doceniam tkwienie w bagnie po pas o czwartej nad ranem. Powiem więcej – podziwiam i takich ludzi nam trzeba 🙂 Ale osobiście wolę jednak automat z kawą i rabatki Ogrodu Botanicznego 🙂 A tak poważniej – zawsze starałem się zrozumieć ludzi, którzy na przykład samotnie przechodzą na pieszo Antarktydę. Wiadomo, sprawdzenie się, zrobienie czegoś jako pierwszy, obcowanie z przyrodą (zaraz, z przyrodą, na Antarktydzie???)… W każdym razie nie do końca ich rozumiem 🙂 O czwartej rano mógłbym iść czatować do lasu, czemu nie. Ale są pewne granice, szczególnie te związane z chłodnymi obszarami globu, których przekraczanie jest dla mnie… nielogiczne 🙂

  2. Czyli poranek okazał się bardzo udany. 🙂
    Nie spodziewałabym się, że szerszeń może z dobrym skutkiem zapolować na motyla. Ciekawe, jak mu się to udało. Wczoraj też widziałam różne szerszeniowe akcje wobec pawików, ale wszystkie kończyły się kopnięciem w plecy i zgonieniem motyla z kwiatka.
    A pan szablak już bardzo stareńki. Musiał mieć dużą moc przekonywania, że jeszcze udało mu się poderwać samiczkę. 😉

 Leave a Reply

(required)

(required)