Cze 292017
 
Czasem warto zmienić klimat. Ostatnio było Uroczysko Lublinek, a w dzisiejszym wpisie poznamy bliżej bardzo ładną łąkę, która rozciąga się od zachodnich granic Łódzkiego Ogrodu Botanicznego, aż do granic miasta. Nie odwiedzam jej zbyt często, a okazuje się, że warto. Dzisiaj krótki przegląd tego, co tam żyje.

Spacer zaczęliśmy od szybkiego rozpoznania, co siedzi na kwiatach. Kwiatów było dużo, traw jeszcze więcej. Rozciągały się jak na jakiejś sawannie we wszystkich kierunkach i, niestety, falowały. A to oznaczało, że wieje wiatr. Jak już wielokrotnie pisałem, robienie zdjęć makro w czasie wiatru jest słabym pomysłem. Owadów też nie było za dużo – trochę muchówek, jakieś motyle nocne, drobnica, w dodatku bujająca się wraz z roślinami. Z samych roślin udało mi się rozpoznać dziurawca zwyczajnego (Hypericum perforatum L.), poza nim dużo było jakichś rumiankopodobnych i ostopodobnych gatunków, o których nie wiem nic. Niestety, nie było takich wielkich, dorastających do jakichś 2 metrów ostów. A szkoda, bowiem w poprzednich latach żerowały na nich pazie królowej.

 

Motyli w ogóle było jak na lekarstwo. W poprzednich sezonach nad roślinami unosiła się chmura złożona z mniejszych i większych gatunków. Nam udało się spotkać jedynie dwa gatunki karłątków, dwa modraszki, dostojkę… Najbardziej zadowolony jestem jednak ze sfotografowania strzępotka gliceriona (Coenonympha glycerion) – motyl ten nie występuje w ogóle w Ogrodzie, a przynajmniej ja go tam nigdy nie widziałem, więc spotkany kilkaset metrów dalej jest już czymś całkiem egzotycznym. Widzieliśmy też jego o wiele bardziej popularnego kuzyna – strzępotka ruczajnika (Coenonympha pamphilus), który występuje wszędzie. Przy okazji strzępotków uwaga techniczna – ich budowa ciała powoduje, że na zdjęciach wychodzą zawsze przeostrzone. Nie wiem dlaczego tak się dzieje akurat z nim, ale zawsze kiedy zrobię im zdjęcia, od ich oglądania wypadają oczy.

Po drodze udało się jeszcze sfotografować kilka chrząszczy, co zawsze cieszy, bo z nimi akurat mam bardzo mało do czynienia. Doszliśmy wreszcie do bardziej suchego obszaru. Wokół nas rozciągały się tereny wysuszone, o niskiej roślinności. Dużo było rozchodników (Sedum sp.) tworzących piękne, żółte dywany. Wśród nich wystawały różowawe kwiaty goździków polnych (Dianthus campestris) i jeszcze jakichś niebieskich, których nazwy nie znam. Łąka żyła, trzeszczała w ostrych promieniach słońca i brzęczała tysiącem głosów. I muszę przyznać, że najbardziej lubię właśnie ten typ łąki, kwitnącej, brzęczącej, wysuszonej, wyprażonej upałem, z falującym powietrzem nad nią.

Cały teren przecinają liczne, polne drogi. Takie typowo wiejskie, zbudowane z miałkiego piasku, z trawą rosnąca w każdym możliwym miejscu. Zeszliśmy na jedną z nich i nagle coś zerwało mi się spod nóg i parabolą przeleciało kilka metrów. Nie mogło być wątpliwości – trzyszcz piaskowy (Cicindela hybrida) – mój ulubiony, drapieżny chrząszcz. Bardzo ucieszyło mnie to spotkanie, ponieważ trzyszczy w Ogrodzie obecnie nie ma wcale. Jak widać kawałek dalej ocalała jednak inna populacja. Kilka minut zajęło mi podejście chrząszcza na tyle, żeby zrobić jakieś sensowne zdjęcie. W tym czasie obok nas fruwało i brzęczało coś dużego i pasiastego. Były to wardzanki (Bembix rostrata), których również w tym roku jeszcze nie widziałem w Ogrodzie, natomiast spotkałem i na Lublinku i na łące. Kolonia wardzanek była całkiem spora, liczyła kilkadziesiąt osobników. Błonkówki kopały norki, krążyły i odganiały liczne pasożyty, które usiłowały w ich norkach złożyć własne jaja. Przy okazji robienia zdjęć zauważyłem, że owady te mają sporą rozpiętość kolorystyczną – od całkiem bladych, do głęboko żółtych. Po wardzankach udaliśmy się już w stronę najbliższej pizzerii, obejrzeć zdjęcia i omówić rezultaty wycieczki. Z całą pewnością wrócę w to miejsce jeszcze nie raz, bo pomimo bliskości Ogrodu, można tu spotkać całkiem inne gatunki bezkręgowców.

Dzisiejszy wpis w większości nie ma sensu, ale mam usprawiedliwienie – pisałem go bombardowany co chwila komunikatami mojego syna (Tato, załatwiłem bossa i wypadł mi epicki łuk!) i mam w mózgu sokowirówkę.

  10 komentarzy to “Echa łąki”

  1. Piszesz, że prawie nic nie było, a na zdjęciach bogactwo 🙂 Tak na marginesie, to dzięki Tobie dotarło do mnie, że Łódź, to nie tylko dziwne (jak dla mnie), szare (byłem tylko raz w ubiegłym wieku) miasto, ale także i przyroda:)

    • To co napisałeś, to dla mnie największy komplement 🙂 Mam w sobie od dawna łódzki mesjanizm i moją ambicją jest propagowanie mojej Łodzi w internecie, takiej jaka jest naprawdę, a nie goebelsowsko-onetowego obrazu miasta kominów i dzieci w beczkach. Bardzo się cieszę i będę się starał dalej 🙂 Niedługo planuję jakiś większy wpis o Łagiewnikach, z którego dowiemy się, że w Łodzi jest największy w Europie leśny kompleks położony w granicach miasta.

      • O dzieciach w beczkach nie słyszałem, ale z przyjemnością przeczytam o Łagiewnikach, zwłaszcza, że byłem przekonany, że to my mamy najwięcej lasu w mieście :)))

  2. Jeśli o rośliny chodzi, to bardzo proszę. Od drugiego zdjęcia poczynając i pomijając dziurawiec: chaber (może nadreński, do rozpoznawania chabrów niezbędny jest widok koszyczka), wiesiołek, przymiotno białe i na końcu mój ulubiony jasieniec, przepadam za jego kwiatuszkami. Zresztą nie tylko ja, co widać po Twoich zdjęciach. 🙂
    Ten skakun jest świetny, wyszło mi, że to krzyżnik tanecznik, ech, fajnie by było kiedyś takiego spotkać.

    • Dziękuję pięknie za nazwanie roślin 🙂 Wiesiołka lubię z leśmianowskiej nazwy 🙂 A skakun to oddzielna historia – zaparkował na bucie mojego syna i nie zamierzał go opuścić. Świetne pająki, zdecydowanie moje ulubione. Widuję na balkonie 2-3 gatunki. No i kiedyś muszę zrobić o nich wpis, bo warto!

  3. Grześ … trzyszcz i do tego piaskowy! Znajomością tych dziwolągów wprawiasz mnie w zachwyt. Wiesz, ja w świecie owadów funkcjonuję na etapie ważka, motyl, ćma :)))

  4. Bardzo ciekawy wpis – fajnie się czytało.
    Te niebieskie kwiaty na Twoich zdjęciach to jasieńce piaskowe.
    Ach, więc i Ty zauważyłeś, że wardzanki różnią się ubarwieniem? W ostatnim czasie sfotowałam dwie i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie ich ubarwienie nie jest typowe, choć oczy mają duże i zielone. Jedną z nich określiłabym jako żółto-czarną. Nie doszukałam się, jak dotąd, nazwy innego gatunku owada, podobnego do wardzanki i z takimi oczami. Za jakiś czas opublikuję zdjęcia – może będziesz mógł je zidentyfikować?

  5. „I muszę przyznać, że najbardziej lubię właśnie ten typ łąki, kwitnącej, brzęczącej, wysuszonej, wyprażonej upałem, z falującym powietrzem nad nią.” – prawda? 🙂
    Z tymi strzępotkami to prawda :p Może mają wyjątkowo ostre łuseczki :p Ale tak naprawdę to chyba po porostu efekt posiadania ogromnej liczby malutkich włosków. Rzecz do zbadania pod mikroskopem.
    Ta dostojka to chyba dafne 🙂 Choć, jeśli masz więcej jej zdjęć to można by potwierdzić 🙂
    Jak zwykle perfekcyjne zdjęcia i widać na nich efekt zadowolenia z udanej wycieczki 🙂

  6. Grzesiu,
    Myślę, że powinieneś częściej zaglądać na tą łąkę. Miejsce jest naprawdę fantastyczne. Szkoda tylko, że parę lat temu wykosili wszystkie kępy osiki i brzozy z części przylegającej do Juszczakiewicza. Polecam zwłaszcza okolice nowej Biedronki i piaszczyste tereny przylegające do lasu. Sam las też jest niesamowity – spore sosny i miejscami zupełny brak podszytu, a w runie tylko trawa. Zawsze spotykałem tam sporo złotek jasnotowych – kępy jakiejś jasnoty czy poziewnika rosną w lesie w okolicy bunkra. Z kolei na zapleczu parkingów (tych przy Kusocińskiego) jest bardziej wilgotno, możesz się tam spodziewać fajnych stworów – na pewno siedzi tam lśniak szmaragdek czy jakiś jego kuzyn (nigdy nie chciało mi się ich oznaczać)

    Dostojka to raczej ino. Skakun to na pewno Pellenes tripunctatus, czyli jak wyżej oznaczono 😉 Fajny gatunek, związany z muszlami ślimaków, a do tego z Czerwonej Listy! Glyceriona nigdy tam nie widziałem, za to powinien być Cupido argiades (widziałem).
    Pozdrawiam,
    Markus

 Leave a Reply

(required)

(required)