Cze 172017
 
W dzisiejszym odcinku balkon po raz kolejny przegra walkę z Łódzkim Ogrodem Botanicznym. Spotkamy też wiele much zajętych własnymi sprawami, zielone pająki na randce oraz kondora. Do archiwum trafią kolejne zdjęcia nowych gatunków, a na sam koniec będzie trochę o książkach. Tematów jest wiele – do roboty!

Ponieważ nadal jestem spragniony przyrody i fotografowania, w piątek, zaraz po śniadaniu, skierowałem swe kroki do Ogrodu. Zastanawiałem się, czy uda się dzisiaj spotkać coś nowego, coś czego do tej pory jeszcze nie widziałem? Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Ledwie minąłem budkę z biletami przy wejściu, a już moją uwagę zwrócił srogi rejwach [*] na niebie. Nade mną majestatycznie szybował jakiś wielki ptak. Kondor – pomyślałem bez żadnego związku z rzeczywistością i nie całkiem poważnie. Ptak leciał szybko, a ja usiłowałem wyplątać aparat z paska na ramię, włączyć go, przekręcić wyświetlacz lcd, wysunąć obiektyw i złapać ostrość. Wszystko to jednocześnie, rzecz jasna. Udało mi się w ostatniej chwili, efektem czego jest jedno, bardzo słabe zdjęcie. Nie wiem co na nim jest. Ptak był wielki, co najmniej wielkości bociana. Leciał szybując. Po jakimś czasie zaczęły go atakować mniejsze ptaki – jakieś sroki czy kawki, ale tylko krążyły obok i darły dzioby. W domu, na powiększonym zdjęciu, zobaczyłem, że ma dość długie nogi. Nie jest to więc raczej drapieżnik, bardziej coś brodzącego, może jakiś żuraw? Nie mam pojęcia. W dodatku tego samego dnia koleżanka widziała w Ogrodzie pawia indyjskiego (Pavo cristatus) – może to był on? Tak czy inaczej, początek spaceru był niezły. Nie było to ostatnie zaskoczenie tego dnia. Kilka chwil później zauważyłem, że z gałęzi sfrunął na ziemię niewielki ptak. Pomyślałem, że to pewnie jakiś drozd albo kwiczoł, ale na wszelki wypadek zrobiłem mu zdjęcia. Po chwili odleciał, a ja spojrzałem na wyświetlacz i po raz kolejny zdębiałem. Nigdy nie widziałem takiego gatunku. Po identyfikacji w domu okazało się, że miałem przyjemność spotkać pleszkę zwyczajną (Phoenicurus phoenicurus), która dla mnie nie jest oczywiście taka zwyczajna. W dodatku był to pięknie ubarwiony samiec w szacie godowej.

[*] Jako nieodrodny syn mojej ukochanej, czterokulturowej Łodzi, bardzo lubię używać historycznych, wielokulturowych słów – wszelkich rejwachów, lampucer, wichajstrów, huncwotów…

Przed spotkaniem z pleszką udało mi się zobaczyć coś znacznie mniejszego i bardziej zielonego. Na łące, na której zazwyczaj jest pełno kwietników (Misumena vatia), tym razem nie mogłem znaleźć ani jednego pajęczaka. Niestety, one też dostały w kość od zmiennej pogody i jest ich niewiele. W końcu szczęście mi jednak dopisało i wśród liści dostrzegłem małego, bardzo ładnie ubarwionego pająka. Po chwili, w pobliżu zobaczyłem drugiego, który zaczynał podchody. Nie jestem specjalistą, ale takie małe, pięknie zielono-żółte pajączki należą do rodzaju Araniella. Tyle mogę powiedzieć na pewno, dalej zaczynają się schody. W Polsce występuje pięć bardzo podobnych do siebie przedstawicieli tego rzędu, poszczególne gatunki można zidentyfikować już pod mikroskopem. Najliczniej występują u nas krzyżak zielony (Araniella cucurbitina) i Araniella opisthographa. U samca tego ostatniego gatunku na odwłoku występuje pięć czarnych kropek w rzędzie (cztery u A.cucurbitina). Z mojego zdjęcia wynika, że samiec powinien więc należeć do tego gatunku, ale wolę pozostać po prostu przy Araniella sp. Samica nie była zainteresowana, samiec za to był wyjątkowo nieśmiały, po kilku minutach obserwacji i licznych słowach zachęty opuściłem niemrawą parę i poszedłem dalej.

Spacerując, często przystawałem i fotografowałem muchówki. Te akurat były liczne i rzucające się w oczy. Niestety – wiało. Wiatr jest zawsze najgorszym wrogiem fotografii makro. Nawet deszcz nie przeszkadza w takim stopniu, co porywy wiatru bujające każdą trawą, podwijające skrzydełka owadów i przestawiające cienie na całej fotografowanej scenie. Z powodu wiatru dzisiejsze zdjęcia są, jakie są. Ponieważ much było dużo, postanowiłem umieścić je niezależnie od jakości. Wśród sfotografowanych okazów była oczywiście moja ulubiona – drogosz żałobny (Hemipenthes morio) – wyjątkowo nieliczna w tym roku, występująca właściwie w śladowych ilościach. Ale zadanie zostało wykonane – nie ma roku bez zdjęcia morio! Oprócz tego gatunku udało mi się sfotografować ciekawą scenę posiłku w wykonaniu Dioctria hyalipennis, bardzo ładną Odontomyia ornata oraz zdecydowanie stylową, bardzo kolczastą Zophomyia temula (te trzy gatunki oznaczył Avidal, twórca i opiekun rewelacyjnej strony Insektarium, z której często korzystam). W obiektyw złapało się jeszcze kilka bardziej pospolitych gatunków. Jednak i tu widać skutki niestabilnej aury – gatunków jest mniej, liczebność tych obecnych jest też zdecydowanie zmniejszona. Nie ma jednak co narzekać – to był kolejny świetny spacer w Ogrodzie uwieńczony spotkaniem nowych gatunków i ciekawymi zdjęciami.

A na zakończenie kilka obiecanych słów o książkach. Przy okazji dzisiejszego wpisu, pleszki i krzyżaka zielonego, trafia się doskonała okazja do zarekomendowania dwóch świetnych przewodników, których często używam do prób identyfikacji nieznanych gatunków. Pierwszy z nich to „Ptaki Europy i obszaru śródziemnomorskiego” Larsa Jonssona. Powszechnie uważany przez ornitologów za podstawową pozycję, przepięknie ilustrowany i bardzo obszerny (ponad 500 stron). Drugi to „Spiders of Britain and Northern Europe” Michaela J. Robertsa. Książka wydana w serii Collins Field Guide, równie pięknie ilustrowana kolorowymi tablicami i rysunkami, zawierająca opis większości europejskich gatunków pająków. Lektura obowiązkowa dla miłośników tematu.

  4 komentarze to “Muchy. Pająki. Kondor.”

  1. Fajnie, tylko bez podpisów pod obrazkami nie za bardzo wiadomo kto jest kto 🙂

  2. Zagwozdka z tym ptakiem. Na 100% nie jest to paw. gŁoś twierdzi, że to bocian, ale tego byś rozpoznał. Żurawia drobnica raczej by nie atakowała (bociana i owszem), a czapla ma inne zakończenie skrzydeł.. Najważniejsze jednak, że zdjęcie przefajne 🙂 Podobnie z resztą, jak pleszki, gdyż moim zdaniem, to jeden z najładniejszych, polskich ptaków. PS. Jonsson jest OK, ale nie zawsze 🙂

  3. Grześ, na podstawie tego zdjęcia trudno jednoznacznie oznaczyć tego ptaka. Jeżeli jesteś pewny, że był tak duży jak piszesz, to mając na uwadze nasze drapieżniki w połączeniu z adaptatywnością gatunków do terenów industrialnych, pozostaje wskazać tylko bielika. Bielik nie ma problemów z nadlatywaniem nad miasta. Od wielu tal obserwuję je nad Olsztynem. Ten na Twoim zdjęciu ewidentnie coś niesie w szponach. Na minimalce wyglądało to jak czapla i jej wyrzucone do tyłu nogi, jednak sylwetka, kształt skrzydeł, sposób kątowania lotek dłoni, ich wielkość i proporcje do skrzydła wskazują drapola. Stawiam na bielika. 🙂 Jak chcesz mieć pewność, wyślij to na FB do Krzyśka Jankowskiego, ma nieprawdopodobną wiedzę.

  4. Zagwozdka z tym ptakiem. Też pytałem się paru osób i nic stanowczego nie wydedukowano. No widzisz, najfajniej jest trafić na coś takiego :p
    Pajęczaki to moja pięta achillesowa więc po lekturze Twojego postu trochę przesiedziałem z nosem w ksiażkach 🙂 Masz niesamowicie funkcjonalny aparat, ja tu żongluje pierscieniami, konwenterem a Ty po prostu dajesz super macro i…już :p Z much najbardziej zafascynował mnie Drogosz, którego nie dane mi było nigdy świadomie napotkać a jest cuuudowny 🙂
    Masz stałą wejściówkę do ogrodu? :p

 Leave a Reply

(required)

(required)