Mar 132017
 
Jak wiadomo, Łódź leży w centralnej Polsce i z morzem (poza nazwą) nie ma wiele wspólnego. Czy to oznacza, że mieszkając w tym mieście nie można mieć kontaktu ze słoną wodą? Nic bardziej mylnego. Można, i to na kilka różnych sposobów. W dzisiejszym wpisie przedstawiam moje metody realizacji morskich pasji we własnym domu.

Zacznijmy od wprowadzenia się w nastrój. Na początek bardzo znana szanta w trzech wersjach – polskiej i francuskiej oraz niemieckiej. A teraz do rzeczy. Skąd w ogóle pomysł na morskie opowieści? Z internetu. Jakiś czas temu jeden z moich kolegów podesłał na Facebooka link do strony NOAA Ship Okeanos Explorer. Kliknąłem i… odjechałem. Strona poświęcona jest amerykańskiemu statkowi oceanograficznemu, jego misjom i badaniom. Jednak najlepsze jest to, że znajdują się tam również strumienie na żywo wprost z samego statku jak i jego batyskafów. Siedzimy sobie w domu z herbatą w ręce i oglądamy co właśnie w tej chwili dzieje się w centrum naukowym statku, a także na dnie morskim tysiąc metrów poniżej. Co więcej widzimy to w tym samym czasie i tak samo po raz pierwszy jak zgromadzeni na statku naukowcy. Możemy w ten sposób w pewnym stopniu uczestniczyć w odkrywaniu nieznanego świata i podmorskich gatunków. Dodatkowym atutem jest ścieżka dźwiękowa – specjaliści ze statku na żywo komentują to, co widoczne jest w kamerach podwodnych robotów, spierają się, dzielą się swoją wiedzą. A my w swoich domach jesteśmy świadkami tego jak tworzy się nauka. To zdecydowanie jedna z moich ulubionych stron w ostatnim czasie. Warto ją odwiedzić nawet kiedy nie ma transmisji na żywo – można wtedy obejrzeć zarejestrowany wcześniej materiał i poczytać o samym statku i jego zadaniach.

Transmisja, nawet na żywo, nie zapewni nam jednak pełni morskich doznań. Co zrobić, żeby jeszcze bardziej zbliżyć się do morza? A może by tak wziąć kawałek rafy koralowej i po prostu postawić ją u siebie na biurku? Czemu nie! Akwarystyka morska to w naszym kraju stosunkowo młode hobby. W dodatku, jeżeli postępuje się jak większość akwarystów, jest to zabawa potwornie droga i czasochłonna. Ja oczywiście poszedłem swoją, zupełnie odmienną ścieżką. Akwarystyczny mainstream buduje wielkie akwaria, wypełnia je wieloma rybami i dodaje do tego potężne zaplecze techniczne. Mnie interesowało co innego. Żadnych ryb. Nieduże akwarium. Minimum techniki potrzebnej do utrzymania rafy w dobrej kondycji. I dużo ciekawości. Dla mnie w akwarystyce rafowej najważniejsza jest nieprzewidywalność. Proces wygląda tak – gdzieś w Indonezji z oceanu wydobywa się i dzieli kawałki żywej rafy koralowej (całkiem legalnie). Ta, tak zwana żywa skała, dostarczana jest do odbiorców w Europie, a następnie wkładana do akwarium. I teraz rzecz najważniejsza – nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę siedzi w tej skale. Są tam dziesiątki różnych stworzeń w postaci życia utajonego – przetrwalników, jajek. Po pewnym czasie, kiedy warunki w akwarium ustabilizują się i zajdą odpowiednie procesy chemiczne, życie zaczyna wyłazić z rafy. I to jest ten najlepszy moment. Pojawiają się pierwsze koralowce, gąbki, kraby, meduzy. Cała masa bezkręgowców planktonowych, osiadłych, bentosowych. I, co najlepsze, ten proces jest ciągły. Wciąż wychodzi coś nowego, jedno się rozwija, drugie przekształca, większe zjada mniejsze, rodzi się następne pokolenie i następne. I to dosłownie przed nosem, za kawałkiem szkła, na wyciągnięcie ręki. Można godzinami siedzieć i po prostu obserwować, co się dzieje. A dzieje się zawsze coś nowego i każdego wieczoru można coś nowego odkryć i czymś nowym się zachwycić.

A na zakończenie już trochę z innej beczki, ale nadal o morzu. U mnie na fascynację słoną wodą wpłynęły bez wątpienia dwie książki, którymi zaczytywałem się jeszcze w szkole podstawowej. Pierwsza z nich to „Moana” autorstwa Bernarda Gorsky’ego. Fascynujący opis podróży dookoła świata kilkuosobowym jachtem. Podróży pełnej przygód, pięknych miejsc, podmorskich polowań. Jak to w PRL bywało, książkę ilustrują zdjęcia czarno-białe. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić – jak można zamieścić w książce czarno-białe zdjęcie rafy koralowej? Ale wtedy było to na porządku dziennym i nawet takie zdjęcia wystarczały żeby pobudzić wyobraźnię i rozniecić miłość do morza. Książka druga – „Cisze i sztormy” – to pamiętnik z samotnej wyprawy dookoła świata autorstwa Andrzeja Urbańczyka. Wyprawa nie była zupełnie samotna, bo Autorowi na jachcie „Nord IV” towarzyszył dzielny kot Myszołów. Moim zdaniem jest to najlepsza książka opisująca wyprawę samotnego żeglarza, kropka. Dlaczego? Przeczytałem naprawdę dużo dzieł na ten temat i większość z nich czyta się jak dziennik pokładowy. Kurs taki, przepłynąłem tyle mil, popsuł się samoster, dostałem bomem w głowę… Tymczasem Urbańczyk pisze o tym wszystkim, ale poza tym pisze o czym myśli. A myśli dużo i te jego przemyślenia są warte przeczytania. Kiedy po raz pierwszy czytałem dwie wspomniane książki świat wyglądał inaczej. Pojawiały się dopiero pierwsze domowe komputery, a słowo internet jeszcze nie istniało. Dzisiaj jedną z moich ulubionych rozrywek jest oglądanie na youtubie videodzienników pokładowych. Pływa po świecie kilkadziesiąt jachtów, których załogi filmują swoje codzienne życie, miejsca które odwiedzają, pokładowe zajęcia, podwodne wyprawy i zejścia na ląd. A następnie wysyłają te odcinki do sieci. Dzięki czemu możemy poczuć się prawie, jakbyśmy płynęli razem z nimi. I to już był ostatni na dziś sposób zbliżenia się do morza z bardzo od niego oddalonego miasta.

  7 komentarzy to “Łódź może”

  1. Morze, morzem. Gdybym miał wybierać, chciałbym mieć akwarium z Biebrzą. Tak dokładnie! Nie jakieś tam rafy, kraby i meduzy, a właśnie kawałek (odcinek?) polskiej, nizinnej rzeki z całym dobrodziejstwem inwentarza. Pewnie nawet jest to możliwe, więc kto wie? Może na emeryturze ? :)))

    • Zgadzam się. Dlatego chyba od 30 lat mam u siebie akwarium z łódzkimi stawami. Żadnych ryb, ale cała masa roślin i bezkręgowców. Jest na pewno o wiele mniej kolorowe niż rafa, za to dzieje się w nim tyle samo ciekawych rzeczy. No i przy okazji można poznać krajową faunę śródlądową, o której większości ludzi się nie śniło 🙂 Ale to będzie temat na któryś z kolejnych wpisów.

  2. Zaraz zaraz, czy to jest TWOJE akwarium słonowodne? :ooo Jeśli tak to więcej zdjeć prosimy!! Jak wygląda całe, osprzęt!…

    • Jak najbardziej moje 🙂 Chwilowo jest w stanie pewnego zawieszenia, ale niedługo je reaktywuje. Poszperam w zdjęciach i niebawem napiszę więcej o samym sprzęcie.

  3. Świetne hobby, bardzo ciekawe zdjęcia 🙂

  4. Ty naprawdę miałeś to wszystko w akwarium? Te kształty, kolory i przeróżne stworzonka? Niesamowite. 🙂

    • Owszem, częściowo nadal mam 🙂 Nie jest to teraz jakieś bardzo nieosiągalne i nie aż takie kosztowne, jeżeli robi się akwarium na małą skalę.

 Leave a Reply

(required)

(required)