Mar 042017
 
Dzisiaj, po raz pierwszy w tym roku, dało się poczuć powiew prawdziwej wiosny. Słońce, temperatura powyżej dziesięciu stopni, a przede wszystkim takie wiosenne powietrze, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Powietrze niosące wiadomość – zima poszła precz, cieszmy się!

Dla mnie rozpoczęcie wiosny wiąże się zawsze z trzema datami – dwiema stałymi i jedną ruchomą. Stała jest oczywiście data rozpoczęcia astronomicznej wiosny – 21 marca. O wiele ważniejszą dla mnie datą jest pierwszy kwietnia – dzień otwarcia bram Łódzkiego Ogrodu Botanicznego, kiedy zaczyna się moja wiosna spacerowo-fotograficzna. Do tego dochodzi jeszcze data ruchoma – dzień, w którym po raz pierwszy zobaczę w sezonie kowale bezskrzydłe (Pyrrhocoris apterus), prawdziwych heroldów wiosny, którzy zawsze otwierają sezon. Bardzo niewdzięczna jest rola tych sympatycznych pluskwiaków – pojawiają się, skupiają na sobie uwagę jako jedne z pierwszych, wiosennych stworzeń, a chwilę później giną wśród kolorów zakwitających kwiatów i motylich skrzydeł. I już – kilka dni po wiosennej eksplozji już nikt się nimi nie interesuje. Teraz jednak mają swoje dni. Spotkać je można głównie na pniach drzew, gdzie tworzą wielkie skupiska, grzejąc się w pierwszych, wiosennych promieniach słońca. Są jeszcze zziębnięte i ociężałe. Ruszają się powoli, łatwo je obserwować i robić im zdjęcia. Stan taki potrwa kilka dni, później, kiedy zrobi się cieplej, rozproszą się, schowają w trawie i nie będą rzucać się w oczy aż do następnej wiosny. Prócz wczesnej pory występowania, kowale kojarzą się jeszcze z dwiema rzeczami. Po pierwsze posiadają bardzo charakterystyczne, czarno-czerwone barwy i rysunek na odwłoku przypominający murzyńską maskę. Po drugie, w czasie kopulacji łączą się odwłokami, dzięki czemu nazywane są tramwajami. Przynajmniej w Łodzi, gdzie jest bardzo dużo linii tramwajowych i wszyscy pamiętają jeszcze charakterystyczne dwuwagonowce, bowiem obecne tramwaje z kowalami nie mają już wiele wspólnego. Dodam tylko, że dla mnie kowale na zawsze pozostaną symbolem odradzającego się po zimie życia. I za to bardzo je lubię.

Piszę o tym dlatego, że dzisiaj był właśnie ten dzień. Szedłem przez Park Poniatowskiego, słońce grzało, stawy były nadal zamarznięte na wiele centymetrów w głąb, ptaki szalały. A ja z ciekawości zacząłem oglądać mijane pnie drzew i zobaczyłem to, na co czekałem od dawna – stada kowali wygrzewających się na słońcu. Prawdziwa radość. A w chwilę potem kolejne mistyczno-wiosenne przeżycie. Stałem na wyciągnięcie ręki od pnia lipy, na którym wylądował kowalik zwyczajny (Sitta europaea), zbiegł dosłownie na wysokość moich oczu, popatrzył na mnie i wyśpiewał do mnie swoją kowalikową, wiosenną melodię. Prosto w nos, można powiedzieć. Radujmy się! Dzisiejsze zdjęcie z telefonu komórkowego trafiło jako obrazek wprowadzający, bo nie nadawało się do niczego innego. Poniżej za to kilka zdjęć lepszej jakości.

Ponieważ rozpiera mnie wiosenna radość, druga część wpisu będzie znowu poświęcona muzyce. Która dla mnie też jest samą radością. Nadal słucham bardzo dziwnych płyt, dzisiaj wybrałem trzy kolejne, o których, założę się, nigdy nie słyszeliście. Pierwsza to “Heritage” multiinstrumentalisty i wirtuoza gry na korze Tunde Jegede. Bardzo spokojna, relaksująca i czysta muzyka. Płyta numer dwa to “Mouneïssa” pochodzącej z Mali wokalistki i gitarzystki Rokii Traoré. Niesamowite, afrykańskie klimaty wyśpiewane fantastycznym głosem artystki z gitarą w tle. Trzecia płyta wymaga dłuższej opowieści. Nieraz siedzę przed komputerem i klikam sobie w to, co mi się wyświetli w youtubie. Od jednej płyty do drugiej, od kontynentu do kontynentu. Klikam i słucham. I czasami trafi się prawdziwa perełka. Nie wiem czy też tak macie, ale ja mam zaszyty w głowie taki muzyczny schemat, coś w rodzaju matrycy, do której raz na jakiś czas dopasowuje się nowo-usłyszana piosenka. Jak złączenie dwóch pasujących klocków albo białek. I wtedy następuje głęboki wstrząs i miłość od pierwszego wejrzenia. A raczej usłyszenia. Zdarzyło mi się to ostatnio. Klikałem i kliknąłem całkiem przypadkiem w płytę “Life sometimes doesn’t give you space” zespołu Light in Babylon. Zakochałem się najpierw w utworze “Istanbul” (miejsce, o którym z pewnością też kiedyś napiszę), a potem w całej reszcie. Sam zespół to nieprawdopodobna fuzja narodowości i instrumentów. Piękna wokalistka jest irańską Żydówką, śpiewającą po hebrajsku, pan grający na cymbałach (nie znam nazwy tego instrumentu) – Turkiem, a gitarzysta Francuzem. Razem mieszkają w Stambule. I stanowią doskonały przykład na to, że muzyka jest językiem uniwersalnym, łączącym kultury i narody. Najbardziej podobały mi się komentarze pod ich teledyskami na youtubie. Zazwyczaj pełno tam nienawiści i agresji. A tutaj nie – ludzie z całego świata – Turcji, Iranu, Izraela, Europy i Azji pisali życzliwie i serdecznie. Niezwykłe. W każdym razie cieszę się niezmiernie, że odkryłem ten zespół dla siebie – jego muzyka sprawia mi wiele radości.

Tradycyjnie już kliknięcie na okładkę płyty otworzy okienko z utworem danego artysty. Słuchajcie, bo warto!

 

  13 komentarzy to “Kowal i kowalik”

  1. Hihi 🙂 widzę ze wiosna przychodzi na różne sposoby w różnych miejscach. Zaskoczyły mnie te kowale. Mnóstwo ich mam latem na podwórku a teraz jeszcze ich nie ma a u Ciebie taki piękny wiosenny wyląg!

    • Ja na nie zwracam uwagę, bo chodzę do pracy przez park. A kowale wychodzą w nim jeszcze przed rozmarznięciem stawów i zakwitem pierwszych kwiatów – więc są dla mnie absolutnie pierwszym zwiastunem wiosny. Inna sprawa, że w dużych miastach jest statystycznie cieplej – rury w ziemi, ruch samochodów, etc. może więc kowale szybciej się budzą?

  2. Bardzo lubię czytać Twoje najnowsze posty, gdyż są takie … prawdziwie wiosenne. Zimą marudzisz okrutnie, ale teraz podtrzymujesz mnie na duchu, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie do końca wierzę, że ta wiosna naprawdę przyszła :))))))

    • Hahaha, no to żeś mi napisał 🙂 Poczekajmy do lata, jak Ty będziesz marudził, że gorąco, albo że słońce, albo muchy albo coś 🙂 Cieszę się, że okres marudzenia mam za sobą i że wreszcie coś się rusza w przyrodzie.

  3. Też lubię kowale bezskrzydłe 🙂 W tym roku jeszcze ich nie spotkałam, ale od końca lutego widziałam 4 biedronki siedmiokropki. Na Twoim zdjęciu jedna też się załapała 🙂
    Znam ludzi, którzy boją się kowali z powodu ich kontrastowego rysunku na skrzydłach.
    Dzisiaj w jednym ogródku widziałam rozkwitnięte przebiśniegi 🙂

  4. Kowale u mnie zaczęły się masowo wygrzewać dokładnie tego samego dnia co u Ciebie. Cóż za zbieg okoliczności. 😉 Ale zdarza mi się widywać je przez całą zimę, jesli jest w miarę ciepła. I nawet mam na to dowód, co prawda z zamierzchłych czasów, ale teraz już rzadko kowale fotografuję. Oto zdjęcie z 12 stycznia, tadamm!
    http://swiatnaszkolorowy.blox.pl/2008/01/Konflikt-pokolen.html
    Te z Twojego trzeciego chyba jakąś porządną padlinkę sobie znalazły, mniamm. 😉 Widziałam je kiedyś taką całą kupą na padłym trzmielu.
    Nasz OB też dopiero od kwietnia otwarty. :/ Rok temu zrobiono wyjątek, Wielkanoc przypadała w końcu marca, zrobiło się ciepło i nastąpiła wcześniejsza inauguracja, achh, jak było tam pięknie. 🙂

  5. U mnie również można spotkać kowale bezskrzydłe także zimą. Oczywiście, trzeba się przyjrzeć zakamarkom w korze drzew, albo między korzeniami widocznymi z ziemi. Ale w zeszłym tygodniu przynajmniej z dwoma minęłam się na chodniku 🙂
    Właśnie zaczęłam słuchać Rokii Traoré, podoba mi się i na pewno posłucham pozostałych wykonawców.
    Pozdrawiam

  6. Szkoda, że już nie mogę posłuchać muzyki, którą polecasz…Może kiedyś…
    Kowale ? dobrze wiedzieć. Hmm, wydawało mi się, że sporo się ich kręci w trawie w lecie- zwłaszcza w pobliżu lasu.
    Zastanawiam się kiedy ,,był ten dzień,,, skoro na stawie była jeszcze pokrywa z lodu…mimo, że słońce grzało, bo od jakiegoś czasu centrum Polski jest bez pokrywy lodowej…

  7. Poczytam sobie, ale już bez komentarzy…/wiem, wiem…kowaliki / – tak jakoś mi się skojarzyły z kowalem losu… 🙂

  8. Bardzo mi się podoba jak one zmykają przed aparatm, szczególnie jak połączone wagoniki pociągu 🙂

  9. demotywatory.pl/1596467/Mucha
    😉

 Leave a Reply

(required)

(required)